2014/10/02

Akcja: kapsułki Rival de Loop

Jak prawdziwa kobieta kocham wszystkie kosmetyki :-). Oprócz regularnego używania swoich ulubionych pewniaków, testuję wszystko co mi  wpadnie w łapki - zarówno produkty najtańsze jak i te z górnej półki. Niezmordowanie szukam swoich  kosmetycznych ideałów ;-).
I tak kilka dni temu dostałam od swojej teściowej dwa opakowania kapsułek pielęgnacyjnych marki Rival de Loop - jedne przeznaczone do skóry wrażliwej, drugie przeciwzmarszczkowe pod oczy.
A ponieważ darowanemu koniowi (...), to postanowiłam wypróbować te kolorowe cacuszka :-). 

  
 

W każdym opakowaniu znajduje się 7 kapsułek czyli mam kompleksową kurację na 7 kolejnych dni. Dziś dzień startowy, po tygodniu zdam Wam relację jakim rezultatem zakończy się ta akcja. A akcja trudna, bo cerę mam mieszaną, wrażliwą, do tego problematyczną - zwłaszcza w okresie ciąży i teraz, gdy karmię piersią, więc przed kapsułkami niełatwe zadanie ;-).
Wg producenta regularne stosowanie kapsułek pod oczy powoduje, że małe zmarszczki wokół oczu ulegają zredukowaniu, a skóra jest gładsza w dotykui sprawia wrażenie zadbanej. Natomiast kapsułki pielęgnacyjne dla skóry wrażliwej z Q10 i witaminą E sprawiają, że skóra odzyskuje jędrność i elastyczność.
No to zaczynamy testowanie i osobiście sprawdzę, czy to co jest napisane na opakowaniu kapsułek, jest chociaż po części prawdą :-). 
Przygodę z testowaniem rozpoczęłam od oczyszczenia i potraktowania twarzy peelingiem enzymatycznym, aby kapsułki miały 100% szansę zaprezentować się z najlepszej strony :-).
Od dłuższego czasu używam peelingu enzymatycznego "Ulga" firmy Ziaja, więc i tym razem z niego skorzystałam (post o peelingach w późniejszym terminie).

 


Teraz pora na kapsułki i pierwsze wrażenie: kapsułki łatwo się otwierają, nie ma żadnych problemów z aplikacją.

  


Wewnątrz substancja a la olej, na twarzy rozprowadza się toto bezproblemowo, zapach przyjemny, nie nachalny.

 

Niestety tłusta warstwa długo się utrzymuje na skórze, zwłaszcza pod oczami mimo dość intensywnego wklepywania ... Jest to kłopotliwe, zwłaszcza gdy mój gibonik chce się poprzytulać :-), a ja nie chciałabym, żeby tłusta plama została na jego buziulce.
Po zastosowaniu kapsułek nie kładłam już na twarz żadnego kremu, gdyż uznałam, ie jestem już wystarczająco "nasmarowana" :-).
Póki co po kapsułkach nic nie piecze, nic nie swędzi, słowem nie uczula.


Niewątpliwym plusem kapsułek jest ich cena - w promocji można je kupić za niecałe 4 złocisze. Czy mają jeszcze jakieś zalety? Hmmm... zobaczymy, a teraz przez kolejnych kilka wieczorów będę powtarzać procedurę wklepywania i oczywiście na mecie zdam Wam relację z końcowego efektu.
A może któraś z Was stosowała już te kapsułki i może coś powiedzieć w ich temacie, hm? Piszcie śmiało, chętnie poczytam. 

Ps. Wpis nie jest oczywiście sponsorowany :-). 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Za każdy pozostawiony komentarz serdecznie dziękuję :-)
Odwiedzam każdą osobę komentującą, choć czasem z powodu nadmiaru obowiązków przy Giboniku, może to potrwać :-).
Pozdrawiam!