2014/10/21

Mama wraca do pracy

No i stało się - rok w domu z młodym gibonikiem bardzo szybko minął :-( ... Mamie pora wracać do pracy.


Naszła mnie refleksja - pamiętam jak ładnych parę lat temu, jeszcze za czasów mojej pierwszej pracy, dziwiłam się, gdy koleżanka wracając po urlopie wychowawczym do aktywności zawodowej i zostawiając swoich bliźniaków z babcią, płakała po kątach i chlipała nad rozłożonymi na biurku papierami. Trochę mnie to wtedy nawet śmieszyło. Myślałam, że jest przewrażliwiona, wyolbrzymia problem i tyle. Nie rozumiałam jej zachowania zupełnie. No i minęło prawie 10 lat, a ja znalazłam się w podobnej sytuacji - urlop rodzicielski szybko zleciał, trzeba zostawić rocznego synka, wrócić do pracy i wcale mi nie jest z tego powodu do śmiechu. Przeciwnie. Stres ściska żołądek, głowę wypełniają kotłujące się myśli - jak to będzie - jak młody poradzi sobie bez mamy, z którą do tej pory spędzał 24 godziny na dobę???? Nie ukrywam, poradzenie sobie z tą sytuacją jest dla mnie nie lada wyzwaniem. Wyzwanie dla moich niedawno odkrytych, ale jakże silnych już rodzicielskich uczuć. Przecież wiem, że wiele matek codziennie przechodzi to co ja i wszystko dobrze się kończy, ale to co w głowie - to jedno, a co w sercu matki - to drugie. I tak mamy dużo szczęścia - moja teściowa czyli babcia gibonika zgodziła się zająć maluchem podczas mojej i męża nieobecności, więc dziecko trafi w najlepsze możliwe ręce, gdzie żadna krzywda mu się nie stanie. Do tego babcia ma doświadczenie w opiece nad dziećmi, dobrze gotuje i poza wnukiem świata nie widzi. Lepiej trafić nie mogliśmy, nie musimy korzystać ani ze żłobka, ani żadnej  obcej niani.
Ale serce matki i tak drży.


Powrót do pracy po ponad rocznej nieobecności zawodowej, to stres sam w sobie. W firmie zaszły zmiany, zmieniło się kierownictwo, nie wiadomo co człowieka czeka, nie wiadomo jakie będą teraz oczekiwania. Czuje się tak, jakbym szykowała się do swojej pierwszej pracy, te same nerwy, ta sama niewiadoma. A do tego ciągle ta jedna natrętna myśl - jak będzie układać się sytuacja w domu? Oby przeżyć pierwsze dni, może tydzień... Po  miesiącu będzie już łatwiej - tak sobie myślę. Przynajmniej psychicznie. Pierwsza krótka próba rozstania za nami - młody został bez mamy na 4 godziny, za to w towarzystwie taty i babci. Było dobrze, nawet bardzo dobrze - nie zapłakał ani razu, ale ... No właśnie - był w nowym, ciekawym otoczeniu, gdzie ciągle coś się działo, a potem prawie 2  godziny przespał. Jak będzie gdy zostanie tylko z babcią w swoim nudnym już, bo znanym na wylot małpim gaju? Zanim wrócę do pracy, próbę będziemy powtarzać w różnym otoczeniu i różnych konfiguracjach. Mam nadzieję, że nadal będzie dobrze i z większym spokojem będę mogła oddać się służbowym obowiązkom. Ale na dzisiaj - niecały miesiąc przed powrotem, bynajmniej nie jest mi do śmiechu...  A jakie są Wasze wrażenia z powrotu na rynek pracy, hmm? Może macie jakieś rady na pokonanie stresu. Pozdrawiam.

28 komentarzy:

  1. Ja nie załapałam się na ten dłuższy macierzyński - Mały urodził się 27 grudnia, a od 1 stycznia były te nowe przepisy :( Miałam tylko pół roku i oczywiście takie same obawy. Krzysiu zostawał z moją babcią - teściowa i moja mama pracują. Mimo iż wiemy że dziecko jest w dobrych rękach zawsze przeżywamy takie rozstanie, takie już jesteśmy my Mamusie. Ale z doświadczenia wiem, że to Matki bardziej przeżywają rozstanie niż dzieci. One jakoś łatwiej znoszą taką zmianę. Mi czasami było aż przykro, że Krzysiu robił mi papa jak szłam do pracy z uśmiechem na twarzy zamiast płakać, że mama wychodzi - choć wiadomo, że jakby płakał też bym się martwiła. Ale jakaś taka pustka i poczucie, że jednak nie jest się już niezastąpionym, że ktoś inny też sobie dobrze poradzi i zajmie się naszym dzieckiem. Ja po powrocie do pracy przeszłam na pół etatu - niby sytuacja finansowa w firmie się pogorszyła... z jednej strony się cieszyłam, bo tylko 4 godziny dziennie chodziłam do pracy, a nie 8, więc więcej czasu dla Bąbelka. Z drugiej strony pieniędzy połowę mniej, a wydatków coraz więcej. Po krótkim czasie zrezygnowałam. Dogadałam się z pracodawcą, że mnie zwolnił - żeby dostać zasiłek i siedząc w domu z Maluchem miałam tyle samo kasy z zasiłku co chodząc do pracy. Starałam się o dofinansowanie na otwarcie sklepu, ale się nie udało. Po pół roku, kiedy skończył mi się zasiłek podjęłam nową pracę. Więc właściwie Synek był na takim etapie jak Twoje dziecko miał nieco ponad rok. Myślę, że gorzej zniósł rozstanie za drugim razem. Był już starszy, więcej rozumiał, widząc, że wychodzę płakał. Ale przez pierwsze 2 dni. Później już się przyzwyczaił. Teraz zostaje z teściową - za chwilę skończy 2 latka i też zdarzy się, że ma gorszy dzień i nie chce żebym wychodziła do pracy. Dopiero jak mu tłumaczę, że muszę iść zarabiać pieniążki na nowe zabawki i jedzonko to rozumie :) Moja siostra pracuję w żłobku z dziećmi od 6 miesięcy do 1,5 roku i też twierdzi, ze rodzicom zawsze jest trudniej się rozstać. Dzieci - wiadomo trochę popłaczą tym bardziej jak nie znają nowych opiekunek, ale szybko zajmują się nowymi zabawkami, interesują nowymi koleżankami i kolegami i zapominają. A mamusie siedzą jeszcze 10 minut w szatni i płaczą w kącie zanim wyjdą :) Myślę, że dobrze jeśli przygotujesz sobie coś co w razie potrzeby przykuję uwagę, gdyby bardzo protestował i płakał, że wychodzisz. Kup jakąś małą zabaweczkę, czy coś słodkiego jeśli jada słodycze. Pożegnaj się z Maluchem - nie uciekaj po kryjomu, bo jak się zorientuję, że Cię nie ma to może być gorzej. Ja dawałam Małemu buziaka i tłumaczyłam, że idę do pracy i niedługo wrócę. A jak był płacz to mówiłam, że babcia ma dla niego niespodziankę i jak się uspokajał to babcia mu dawała to "coś" przygotowane. Robił mi papa i wychodziłam. Ufff to się rozpisałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję Ci za tak fajny komentarz i rady. Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja przechodzę takie stany emocjonalne, zawsze to jakoś raźniej ;-). Masz rację, przygotuję dla malucha jakąś niespodziankę - przynajmniej na pierwsze dni. Pozdrawiam serdecznie :-).

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety, takie są realia i powrót do pracy zawsze będzie nie lada przeżyciem zarówno dla mamy jak i dla dziecka. Osobiście jestem cały czas na wychowawczym i bardzo sobie cenię ten czas, kiedy mogę obserwować dorastanie moich maluchów, choć nie ukrywam że bywały cięższe chwile.
    Mimo wszystko uważam, że skoro maluszek zostaje w rękach babci to lepiej być nie może! Jestem pewna, że szybko przywykniecie do nowej codzienności :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę Ci tego wychowawczego! Niestety u mnie nie ma takiej opcji :-(. Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Trzymam kciuki za Was. Na pewno Ty bardziej będziesz przeżywała te chwile rozstania, ale może dzięki temu że w pracy tyle zmian to będziesz na tyle zajęta, że czas będzie Tobie szybciej biegł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w pracy to się nie będę raczej nudzić :-).

      Usuń
  5. Wszystko będzie dobrze. Miałam podobne obawy, najpierw zostawiałam syna samego z mężem, później z dziadkiem i dali radę. Gdy wracam z pracy i widzę uśmiechnięte na mój widok dziecko, jestem później spokojna w pracy. Widzę, że jesteśmy z tej samej branży ;)) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za dobre słowo :-). Z tej samej branży? To super :-). Będzie kogo się poradzić w razie jakichś wątpliwości :-). Pozdrawiam.

      Usuń
  6. ano bo pewne rzeczy zrozumiemy dopiero, jak sami ich doświadczymy na własnej skórze ;) będzie dobrze, zobaczysz...

    OdpowiedzUsuń
  7. Dasz radę dzielna Mamo, łatwo nie będzie, ale dasz radę. A Babcia pod ręką -nieoceniona!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja nie potrafię sobie wyobrazić tej chwili... Podziwiam każdą mamę która przez to przechodzi... Ja zdecydowałam się zostać z moją misią w domu i mam nadzieję, że odłożę ten moment jak najdalej..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę, też bym tak chciała, echhhh...

      Usuń
  9. ciężko jest, ale trzeba przetrwać

    OdpowiedzUsuń
  10. Porad nie mam (bo i problem mi obcy), ale trzymam kciuki, żeby wszystko poszło gładko i bezproblemowo :) Maluch jakoś się przyzwyczai, Ty też po chwili wkręcisz się znów w pracę :) Będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zazdroszczę Ci tej babci! Jak Mały skończył 8 miesięcy, co tydzień wyjeżdżałam na 2 dni (przez 10 m-cy), zostawiając go z Tatą i nianią. Wszyscy daliśmy radę, chociaż 2-3 razy zdarzyło się, że czekał na mnie do 23 zamiast spać o 21... Wszystko jest do przerobienia! Zostawiaj Gibonika z babcią samego coraz częściej i systematycznie wydłużaj czas, to szybko się przyzwyczai. Nasz zaakceptował brak rodziców po 3 wizycie niani. Niespodzianek bym jednak unikała - moja mama chciała nam wynagrodzić, że wróciła do pracy i przynosiła słodycze. Kapnęła się, że coś jest nie tak, jak przybiegliśmy i zaczęliśmy od "co nam kupiłaś?" Babcia niech będzie atrakcją sama w sobie :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No TAKIEJ babci trzeba zazdrościć, bo nikt nie zajmuje się smykiem tak jak ona :-). Pocieszyłaś mnie pisząc o swoim synku :-) - dziękuję i pozdrawiam :-)))).

      Usuń
  12. Ehh, nawet nie wyobrażam sobie mojego powrotu do pracy, Dobrze, że masz taką babcię. Może i u nas któraś się zlituje.
    Pozdrawiam i nominuję do Liebster Blog Award - szczegóły u mnie http://mama-idealna.blogspot.com/2014/10/nominacja-do-liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za nominację, chętnie zmierzę się z pytaniami :-). Pozdrawiam :-).

      Usuń
  13. Może nie wiele Cię pocieszę ale zostawienie rocznego bobaska jest łatwiejsze niż przy trzylatku. Pomiędzy moimi dziećmi jest różnica dwa lata więc mam doświadczenie w obu przypadkach. Im mniejsze dziecko tym łatwiej się adaptuje do nowej sytuacji. A strach i obawy rodziców są zawsze, taka nasza rola...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Gibonik jak miał te 3 czy 4 miesiące to bez problemu zostawał z kimś innym niż ja. A teraz - ech, jest trudniej ...

      Usuń
  14. Sama jestem mamą 2 łobuziaków w wieku 5 i 1,5 roku.Za pierwszym razem po pól roku powrot do pracy i krótkie "pa pa" bez rozwlekania w czasie.udalo sie bez problemu bo dziecko bylo małe.Teraz po dlugim macierzynskim i wykorzystanym na maxa urlopie-syn ma 1,5 roku i juz duzo bardziej swiadomie wie co sie święci. Samo rozstanie musi byc krotkie.Zamykasz drzwi i pobeczysz sobie w samochodzie:) najbardziej przezywaja to wszysrko matki..bardzuej niz dzieci. Pizniej bedzie podobnie..pierwszy dzien przedszkola np...u mnie trauma.Ja becząca pod drzwiami a moj trzylatek mnie glaszcze po glowie i mowi "będzie dobze mama" A ja pojąc nie moglam jak to moim synkiem zajmie sie OBCA BABA!Tak wiec doceńmy mamusie kochane instytucję BABCI bo lepszej nie ma na swiecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Gdyby nie babcia, chyba bym się "wykończyła" ze stresu i zmartwienia.

      Usuń
  15. W moim przypadku powrót do pracy to daleka droga. Po urlopie macierzyńskim czekają mnie poszukiwania pracy i niani dla Olusia, albo zostanę z nim aż skończy dwa latka, bo w moim mieście żłobek przyjmuje dopiero dzieci dwuletnie.
    Dobry macie pomysł z tym spokojnym oswajaniem z nową sytuacją. Powodzenia i trzymam kciuki żeby Krzysiu łatwo zaadoptował się w nowej sytuacji. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja trzymam kciuki za poszukiwanie pracy :-).

      Usuń

Za każdy pozostawiony komentarz serdecznie dziękuję :-)
Odwiedzam każdą osobę komentującą, choć czasem z powodu nadmiaru obowiązków przy Giboniku, może to potrwać :-).
Pozdrawiam!