2014/10/29

Refleksyjnie

Dziś smutny post, ale w związku z nadchodzącym Świętem Zmarłych, naszły mnie refleksje o życiu, jego kruchości i przemijaniu... Dopóki nie było z nami na świecie mojego kochanego synka, takie tematy w sumie niewiele mnie obchodziły, chociaż oczywiście często myślałam o swoich wspaniałych nieżyjących już babciach, które kochane nie doczekały, aby poznać jedynego, cudownego prawnuka. I w takim refleksyjnym nastroju chciałabym polecić Wam pewnego bloga - bloga dziewczyny, której po ciężkiej i długiej walce z nowotworem nie ma już na tym świecie, ale jej wpisy nadal można znaleźć w internecie. Chodzi o chustka.blogspot.com (link tutaj). Może niektóre z Was już go znają, ale ja trafiłam na Chustkę przypadkiem, podczas jednej z bezsennych nocy i zostałam póki nie przeczytałam wszystkich wpisów. Bardzo żałuję, że znalazłam Chustkę tak późno, bo mieszkała w sumie niedaleko mnie i może przy odrobinie starań, udało by mi się poznać tą wspaniałą kobietę osobiście. Teraz jest już za późno. Dlaczego piszę akurat o tym blogu, przecież w sieci pełno ludzi pisze o swojej walce z chorobą? Bo Chustka oprócz tego, że była chora na raka, to wychowywała też małego synka, który chcąc nie chcąc uczestniczył w jej powolnym umieraniu i którego ta dzielna dziewczyna przygotowywała na swoje odejście. O ile można dziecko na taką sytuację przygotować?! Nie napiszę Wam, ile łez wylałam czytając jej dorosłe rozmowy z niedorosłym synkiem, bo nawet teraz, gdy o tym myślę łza kręci mi się w oku. Czytając, człowiek mimowolnie wyobraża sobie siebie w takiej sytuacji. I właśnie - nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić! I nie chodzi mi o samą chorobę, która jest straszna i zabiera ludzi zawsze za wcześnie, ale o to przygotowywanie własnego dziecka do śmierci mamy, która do tej pory była dla niego całym światem. Nie wiem jak serce matki może to wytrzymać! Moje ciało i dusza krzyczy "Nie!" myśląc o tym. Nie wyobrażam sobie nawet, co musiała czuć Chustka, wiedząc że już nie wygra z chorobą i nie będzie jej dane wychować swojego synka. Jak ona musiała się o niego martwić ... Myślę, że jest to w stanie zrozumieć tylko inna matka.
Patrzę teraz na mojego spokojnie śpiącego synka, głaszczę jego główkę, całuje te piękne malutkie paluszki i dziękuję Bogu z całego serca, że dane mi jest cieszyć się z tego szczęścia, jakim jest moje dziecko i po raz kolejny powtarzam sobie w duchu słowa ks Twardowskiego - "Cieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą..".



W dniu Wszystkich Świętych pomyślcie proszę też o swoich bliskich, tych żyjących, tych dla których na codzień nie zawsze macie czas i cierpliwość.
Pozdrawiam.

26 komentarzy:

  1. Ten dzień zawsze wywołuje refleksje i chyba każdy choć na chwilę się zatrzyma...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przynajmniej tego dnia. Pozdrawiam również.

      Usuń
  2. Bardzo refleksyjny post! Dziękuję Ci za niego i za linka, bo nie znałam wcześniej tego bloga! Coś czuję, że odpłynę na jakiś czas

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za przypomnienie tego bloga, znam go i aż mam łzy w oczach na samo wspomnienie. Ostatnio dookoła spotkało mnie sporo pożegnań (niestety idzie kolejne) i to ludzi przed którymi było tak jeszcze wiele lat życia, Choroby te ciężkie nieuleczalne zabierają nam osoby z rodziny i bliskich znajomych, smutne bardzo.
    Cieszmy się z każdej chwili, z każdego promyka słońca i uśmiechu najbliższych.
    Pozdrawiam ciepło i jeszcze raz dziękuje za ten piekny post.

    OdpowiedzUsuń
  4. Twój post mnie poruszył... " Śpieszmy się kochać ludzi.. tak szybko odchodzą ".

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiemy, ile mamy, póki nie zetkniemy się z nieszczęściem innych ludzi. Szczególnie 1 listopada powinniśmy o tym pamiętać. Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie niestety strasznie dołują takie blogi i dlatego omijam je szerokim łukiem. Dla mojej psychiki to za dużo :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, po przeczytaniu bloga Chustki, nie da się o nim nie myśleć.

      Usuń
  7. dlatego tak ważne jest to święto, ten dzień, jakby przystanek, jakby wyłączenie się z doczesności i myśli, różne, głęboki, mocne, raniące. Mocno ściskam

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie znałam tego bloga, zaczęłam czytać. Przykre, ale warte przemyślenia...

    OdpowiedzUsuń
  9. Odnośnie Naked - myślę, że jeśli poszukujesz tylko rozświetlacza, to lepiej celować jednak w inne produkty. Ten co prawda sprawdza się w tej funkcji, ale raczej polecałabym go w przypadku wyjazdów (mamy wtedy 2w1),czy innych sytuacji, gdy nie mamy pod ręką jakiegoś fajnego prasowańca. Na co dzień zabawa pigmentem mogłaby być dość męcząca, choćby ze względu na konieczność przesypywania do jakiegoś dużo większego pudełka. No i z wydajnością pewnie nie byłoby już tak kolorowo.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie znałam tego bloga, na pewno odwiedzę.
    Dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  11. Mądry i smutny wpis. Sama prawda. Życie jest trudne, a śmierć i pogodzenie się z nią jeszcze trudniejsze.

    OdpowiedzUsuń

Za każdy pozostawiony komentarz serdecznie dziękuję :-)
Odwiedzam każdą osobę komentującą, choć czasem z powodu nadmiaru obowiązków przy Giboniku, może to potrwać :-).
Pozdrawiam!