2014/12/18

Czuły punkt

Każdy z nas ma jakiś czuły punkt, czy się do tego przyznaje czy nie. Do tej pory myślałam, że moim są zwierzęta - te bezbronne, bezdomne i okrutnie potraktowane przez człowieka. Co miesiąc wpłacałam nawet jakąś kwotę na rzecz różnych schronisk. Słysząc w telewizji wzmianki o maltretowanych czworonogach, natychmiast zmieniałam kanał. Po prostu było to dla mnie nie do zniesienia i nie do zrozumienia - dlaczego ludzie tak postępują. 
Ku rozpaczy męża zawsze targałam do domu znalezione zwierzaki i w ten sposób nasza kolekcja podwórkowych kotów ciągle rosła. I w sumie tak zostało do dzisiaj :-), z małym wyjątkiem. Otóż, na pierwsze miejsce w mojej achillesowej pięcie wysunęły się dzieci. Tak, dobrze czytacie DZIECI. Nie wiem czy to przez rozbudzony instynkt macierzyński, czy przez szalejące hormony, ale odkąd wróciłam do pracy - wszędzie w tłumie ludzi potrafię wypatrzeć małe dziecko, usłyszę każde kwilenie, każde jęknięcie maluszka. Przechodząc ulicami Warszawy, zaglądam dyskretnie ludziom do wózków! Po co, czemu, dlaczego?!? A ja wiem :-P! Zupełnie jakbym miała jakiś radar wyczulony na maluszki. Gdy słyszę płacz dziecka, od razu ściska mnie w żołądku. I nie ważne, że to nie moje maleństwo. Mój mąż stwierdził, że od urodzenia Gibonika, co prawda też zmienił spojrzenie na maluchy, ale nie do tego stopnia, żeby przejmować się cudzymi. Jego interesuje tylko nasz Młody, ewentualnie dzieciaki naszej rodziny i przyjaciół. A mnie nie! Ja bym teraz niosła pomoc każdemu jednemu dziecku! I wiecie co? Trochę mnie to już męczy. Bo to jest tak, jak gdy się odchudzasz, to wszędzie widzisz jedzących ludzi, a jak jesteś samotny, to wszędzie wokół Ciebie są pary. Wokół mnie są dzieci :-)! Nawet jak czytam jakąś książkę pozornie nie związaną z maluchami, to zawsze i tak znajdę fragment o dzieciach, które najczęściej spotkało jakieś nieszczęście i potem nie mogę tych scen wyrzucić z głowy. Tak jak np wczoraj - czytałam biografie pewnej Polki, która po II wojnie światowej opiekowała się w Hiszpanii dziećmi, których Niemcy odebrali polskim rodzinom jak były bardzo malutkie i teraz cały czas mam przed oczami obraz, jak te biedne dzieciaczki wieczorami przez zaśnięciem pieszczą zniszczone i pogniecione zdjęcia swoich mam.... Tylko tyle im pozostało, bo nie miały do kogo się przytulić:-(. 


Będąc w pracy bardzo często myślę o swoim synku. Jest On dla mnie najważniejszy na świecie. I nie jest to bynajmniej banał w moich ustach. Uwielbiam wieczory, kiedy kładę go spać i mogę bezkarnie i do bólu wyprzytulać i zapamiętywać cudowny zapach jego maleńkiego ciałka. I wtedy "CHWILO TRWAJ!". Jak pewna włoska aktorka - Anna Magnani - kocham swojego synka miłością ABSOLUTNĄ i uważam to za wielki dar i szczęście :-). Pozdrawiam serdecznie w tym przedświątecznym pędzie! 

14 komentarzy:

  1. Też mam wyczulony radar na inne dzieci, a jak już słyszę w tv, że coś gdzieś się stało jakiemuś maluchowi, to mam świeczki w oczach...

    Bardzo ładny i czuły tekst :) ja nie wiem czy wrócę do pracy bo nie miałby się kto zając moim synkiem, żłobka u nas w okolicy nie ma...

    OdpowiedzUsuń
  2. To dobrze, że jesteś wyczulona, oby więcej takich ludzi! Jak nie będziemy się bali interesować innymi i interweniować, kiedy trzeba, to świat stanie się bezpieczniejszy. Cieszę się, że nasłuchiwanie nie jest moim zboczeniem zawodowym, oby więcej ludzi tak miało!

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne słowa - podpisuję się pod nimi. Macierzyństwo zmienia ogląd świata - na lepsze :). Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj to mamy coś wspólnego ;) Mam to samo. Wiele razy brałam udział w różnych akcjach dla chorych dzieciaczków - a to sporadycznie przelałam drobną kwotę na konto, albo przekazałam coś na licytacje Facebookowe. A i z Krzysiem uwielbiam spędzać czas. Choć już nie jest taki chętny na całusy i przytulaski jak kiedyś - musi mieć do tego natchnienie, to i tak zawsze skradnę buziaka czy wyściskam mocno :P i mogłabym patrzeć jak śpi godzinami - no i przy okazji pogłaskać, wycałować i wytulić - wykorzystując okazję, że nie powie mi "blee" ;) hehe

    OdpowiedzUsuń
  5. Mi też się serce kraje, gdy myślę o krzywdzie dzieci :( Swoją drogą, czytałam że ten "radar" faktycznie jest nieco biologicznie uwarunkowany i apogeum takiego stanu następuje, gdy same mamy bobasa ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja również jestem wrażliwa i całe zło i znieczulica otaczającego mnie świata przytłacza mnie czasem za bardzo .

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny wpis, trafne spostrzeżenia, znam to zjawisko dosyć dobrze, a Ty teraz mi go nie tyle uświadomiłaś co przypomniałaś, tak po prosu jest, a jego intensywność zależy od stopnia wrażliwości. Uwielbiam dzieci i zwierzęta :)
    Pozdrawiam ciepło! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja niestety pomimo, że mam córkę do dziś jestem wyczulona na krzywdę zwierząt. Tak jak Ty zmieniam kanał w tv gdy pokazują pokrzywdzone psiaki i płacze. Co roku wioze do schroniska koce czy karme. A ostatnio będąc na spacerze znalazłam kosa ze złamana nóżka spakowałam go do pudelka i zatachalam do weterynarza . niestety trzeba było go uśpić co przeplakalam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Moim najczulszym punktem są tak jak niegdyś Twoim zwierzęta właśnie. Staram się pomagać ile tylko mogę, czasami aż się zapominam. Tata często powtarza mi, że całego świata nie uratuję, ale chciałabym.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja mam tak samo. To jest typowy objaw dobrze rozwiniętego instynktu macierzyńskiego :) Nawet jak jestem gdzieś bez dzieci, to wszędzie słyszę to ich przeciągłe "Maa moo".

    OdpowiedzUsuń
  11. To tak właśnie jest, gdy zostaje się matką. Kobieta odkrywa wtedy nieznane dotąd pokłady czułości i odpowiedzialności. Ja też jak widzę jak komuś się dzieje krzywda, to zawsze pomyślę o Pulpecie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie tylko Ty tak masz, ja tez zrobiłam się o wiele bardziej wrażliwa na punkcie dzieci, wszystkich, nie tylko mojego synka.

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam dokładnie tak samo i to od co najmniej pięciu lat, gdy zaczęłam pracę jako niania. Maluszki są tak bezbronne, wdzięczne i mimo swoich gorszych chwil, kochane, że można na ich punkcie całkowicie oszaleć! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytajac Twoj teks utozsamialam sie z prawie kazdym zdaniem :). Wszystkie kochajace mamy chyba sa do siebie podobne :).

    OdpowiedzUsuń

Za każdy pozostawiony komentarz serdecznie dziękuję :-)
Odwiedzam każdą osobę komentującą, choć czasem z powodu nadmiaru obowiązków przy Giboniku, może to potrwać :-).
Pozdrawiam!