2014/10/29

Refleksyjnie

Dziś smutny post, ale w związku z nadchodzącym Świętem Zmarłych, naszły mnie refleksje o życiu, jego kruchości i przemijaniu... Dopóki nie było z nami na świecie mojego kochanego synka, takie tematy w sumie niewiele mnie obchodziły, chociaż oczywiście często myślałam o swoich wspaniałych nieżyjących już babciach, które kochane nie doczekały, aby poznać jedynego, cudownego prawnuka. I w takim refleksyjnym nastroju chciałabym polecić Wam pewnego bloga - bloga dziewczyny, której po ciężkiej i długiej walce z nowotworem nie ma już na tym świecie, ale jej wpisy nadal można znaleźć w internecie. Chodzi o chustka.blogspot.com (link tutaj). Może niektóre z Was już go znają, ale ja trafiłam na Chustkę przypadkiem, podczas jednej z bezsennych nocy i zostałam póki nie przeczytałam wszystkich wpisów. Bardzo żałuję, że znalazłam Chustkę tak późno, bo mieszkała w sumie niedaleko mnie i może przy odrobinie starań, udało by mi się poznać tą wspaniałą kobietę osobiście. Teraz jest już za późno. Dlaczego piszę akurat o tym blogu, przecież w sieci pełno ludzi pisze o swojej walce z chorobą? Bo Chustka oprócz tego, że była chora na raka, to wychowywała też małego synka, który chcąc nie chcąc uczestniczył w jej powolnym umieraniu i którego ta dzielna dziewczyna przygotowywała na swoje odejście. O ile można dziecko na taką sytuację przygotować?! Nie napiszę Wam, ile łez wylałam czytając jej dorosłe rozmowy z niedorosłym synkiem, bo nawet teraz, gdy o tym myślę łza kręci mi się w oku. Czytając, człowiek mimowolnie wyobraża sobie siebie w takiej sytuacji. I właśnie - nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić! I nie chodzi mi o samą chorobę, która jest straszna i zabiera ludzi zawsze za wcześnie, ale o to przygotowywanie własnego dziecka do śmierci mamy, która do tej pory była dla niego całym światem. Nie wiem jak serce matki może to wytrzymać! Moje ciało i dusza krzyczy "Nie!" myśląc o tym. Nie wyobrażam sobie nawet, co musiała czuć Chustka, wiedząc że już nie wygra z chorobą i nie będzie jej dane wychować swojego synka. Jak ona musiała się o niego martwić ... Myślę, że jest to w stanie zrozumieć tylko inna matka.
Patrzę teraz na mojego spokojnie śpiącego synka, głaszczę jego główkę, całuje te piękne malutkie paluszki i dziękuję Bogu z całego serca, że dane mi jest cieszyć się z tego szczęścia, jakim jest moje dziecko i po raz kolejny powtarzam sobie w duchu słowa ks Twardowskiego - "Cieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą..".



W dniu Wszystkich Świętych pomyślcie proszę też o swoich bliskich, tych żyjących, tych dla których na codzień nie zawsze macie czas i cierpliwość.
Pozdrawiam.

2014/10/27

Dziecko i kot - możliwe?

Gdy we wrześniu ubiegłego roku wróciliśmy z Gibonikiem ze szpitala do domu, przywitały nas stęsknione dwa domowe pupile - kotka Jadzia i kocur Franek. Od tego momentu rozpoczęło się wspólne funkcjonowanie naszej powiększonej rodzinki i nasza dzieciokocia historia :-). 
Na długo przed porodem nasi znajomi pytali, co zrobimy z kotami po urodzeniu Gibonika? Jak to co - nic, będzie tak jak było do tej pory. Patrzyli na nas troszkę zdziwieni. No bo jak to? Noworodek i koty? To się nie może udać! Podrapią go, zagryzą, uduszą - wróżyli. A jednak się udało i trwa do dziś :-). 
Zapytacie - jak młodego intruza w domu przyjęły nasze koty?
Jadwiga - ponad ośmioletnia dostojna kotka -  podeszła do dziecka z dużym dystansem, jak do wszystkich nowości ;-). Jadzia od momentu, gdy parę lat temu wypadła z balkonu na 3 piętrze i kilka nocy ukrywała się w blokowej piwnicy, stała się kotem bojaźliwym, wycofanym, z dużym dystansem do świata. Jednak od razu zaakceptowała fakt, że młody istnieje w domu, ale nie wchodzi mu w drogę i zawsze dyskretnie wymiksowuje się z miejsc, gdzie Gibonik akurat rozrabia :-). Nigdy nie była agresywna w stosunku do dziecka, zresztą jest z natury bardzo grzeczna i spokojna.
Jadzia ma jeszcze jedną niesamowitą cechę, za którą ją uwielbiamy - zawsze jak się komuś z domowników dzieje krzywda, ona przybiega na pomoc, pomimo swojej ogromnej bojaźliwości. Gdy Gibonik przewróci się i żałośnie płacze, ona natychmiast przybiega, żeby sprawdzić czy wszystko w porządku. Niesamowite, nie? Do dziś pamiętam jak kiedyś, podczas kolejnego wieczoru z kolką, młody płakał wyjątkowo donośnie, a nasza kotka przybiegła i zaczęła również przeraźliwie miauczeć, jakby pytając co się dzieje i jak mu pomóc. A gdy niemowlę płakało coraz bardziej - tulone w moich ramionach, kotka chyba myśląc , że robię dziecku jakąś krzywdę, po prostu ugryzła mnie w nogę. Ona, pacyfistka! Czy byłam zła? Nie, nie byłam - rozczulił mnie jej nigdy nie spełniony instynkt macierzyński i troska o moje dziecko. Takich akcji z Jadzią było jeszcze wiele. Nasza kotka nie tylko zaakceptowała młodego, ale też stała się jego cichym aniołem stróżem :-).

Jadzia

Natomiast Franek - kilkuletni kocur, znajda, wielki pieszczoch i przytulak, zawsze wszystkiego ciekawy, był lekko zdziwiony i zdezorientowany nowym osobnikiem w stadzie. Na początku przyglądał mu się bacznie z bezpiecznej odległości, po czym pewnego dnia zastałam go śpiącego obok dziecka na macie edukacyjnej :-). Franek bardzo lubi towarzystwo ludzi, więc zawsze przebywa tam gdzie my, co oznacza teraz tam gdzie Gibonik.
Młody początkowo nie zwracał uwagi na koty. Teraz jak widzi Franka, pieje z zachwytu i biegnie za nim, żeby go przytulić i wytarmosić. Zdziwiony kot w pierwszej chwili poddaje się temu zalewowi uczuć, po czym zwija swe manatki w pośpiechu i ewakuuje się z miejsca akcji. Cóż, nie ma co ukrywać - pieszczoty Gibonika do najdelikatniejszych nie należą, ale też Franek nigdy nie jest w stosunku do młodego agresywny i zawsze ratuje się ucieczką.

Franek

Oczywiście, muszę w tym miejscu podkreślić, że nigdy nie zostawiamy młodego sam na sam z kotami. Zawsze jest z nimi ktoś dorosły. Koty, choćby nie wiem jak mądre, to tylko zwierzęta, które gdy poczują się zagrożone, zadziałają instynktownie. A dziecko, jak to dziecko, nie zdaje sobie jeszcze sprawy, że ciągnięcie kotka za ogon, niekoniecznie jest dla niego mega przyjemnością.
Reasumując moje dywagacje - uważam, że nie ma przeciwwskazań, żeby dzieci i koty żyły i funkcjonowały razem. Oczywiście pod nadzorem odpowiedzialnych dorosłych. Po przywiezieniu niemowlaka do domu, należy po prostu obserwować jak zachowuje się kot, ale koty bardzo rzadko są agresywne w stosunku do takich maluszków. Słyszałam kiedyś, że niektóre kotu próbują wejść na dzieci, żeby je ogrzać, ale ja nie wiem - nasze nigdy nawet nie próbowały. 
Natomiast nie wyobrażam sobie sytuacji (poza zdrowotną), żeby z powodu urodzenia dziecka, pozbywać się z domu kotów czy innych zwierząt. Sama wychowałam się w domu pełnym zwierząt i odkąd sięgam pamięcią, zgadzałam się zostawać sama w pokoju, jeśli był ze mną kot :-). On mógł sobie smacznie chrapać na kanapie, ale ja już wtedy - jako małe dziecko - byłam spokojniejsza, bo czułam się bezpieczna :-). 
A jakie są Wasze doświadczenia ze wspóistnienia dzieci i zwierząt, hm? Ja widzę tylko jeden minus - trzeba bardzo dbać o higienę kotów i często myć podłogi w trosce o bezpieczeństwo i zdrowie dziecka, aby zapobiegać, zamiast potem leczyć. Pozdrawiam!

2014/10/26

Dlaczego jaglana?

Może trudno Wam w to uwierzyć, ale do momentu rozpoczęcia przeze mnie przygody zwanej  karmienie piersią bardzo sporadycznie jadałam kaszę jaglaną. Czemu? Ano w moim rodzinnym domu nie było zwyczaju jadania tejże kaszy, więc i jej smaku nie wyniosłam z domowej kuchni. Dopiero jak zaczęłam karmić Gibonika piersią i jednocześnie szukać informacji, co powinnam jeść jako karmiąca matka, wpadłam na trop kaszy jaglanej! I co? I zakochałam się w niej od pierwszej łyżki ;-). Zupełnie nie wiem jak mogłam przez tyle lat nie korzystać z jej dobrodziejstw?!?! 


Przecież kasza jaglana to sama dobroć - zawiera sporo białka, żelaza i innych składników mineralnych jak potas, magnez, wapń i fosfor, jest świetnym źródłem energii, nie zawiera glutenu. Jest ona szczególnie polecana dla małych dzieci oraz osób na lekkostrawnej diecie. Kasza jaglana jako jedyna z kasz jest zasadotwórcza - przywraca równowagę kwasowo-zasadową w organizmie oraz zawiera krzemionkę, która korzystnie wpływa na wygląd naszej skóry, włosów i paznokci. Ma ona właściwości wysuszające i antywirusowe. Kasza jaglana zawiera także sporo antyoksydantów, które zwalczają wolne rodniki, zapobiegając rozwojowi komórek nowotworowych. I jak z tego można nie korzystać :-)? Oprócz tego, że ja zaczęłam jadać regularnie kaszę jaglaną w różnej postaci (choćby na słodko z owocami lub bakaliami czy w domowym krupniczku), to często serwuję ją również swojemu Gibonikowi.
I tak oto przygotowuję mu m. in. taką Zupkę jarzynową z kaszą jaglaną, mięsem i żółtkiem z przepisu Pani Marty Jas-Baran z książki "U malucha na talerzu" :
Składniki:
  • niespełna łyżka kaszy jaglanej
  • pół marchwi
  • 1/4 korzenia pietruszki lub kawałeczek selera
  • 35 g mięsa z kurczaka, indyka, królika jagnięciny lub cielęciny
  • 20 g jabłka
  • kilka małych różyczek kalafiora
  • 1 płaska łyżeczka masła
  • 1 ugotowane żółtko jaja kurzego
  • 2 łyżeczki kaszy manny
  • 1 - 1,5 szklanki wody źródlanej
  • szczypta posiekanego koperku do smaku
Wykonanie:
Umyte i obrane warzywa kroimy na duże kawałki lub w grube talarki. Wrzucamy do wrzątku razem z kaszą i trzymamy pod przykryciem na niewielkim ogniu około 20 minut. Po 10 minutach dodajemy jabłko, na 5 minut przed końcem gotowania wsypujemy kaszę manną. Mięso gotujemy osobno ( jeśli nie podejrzewamy u dziecka alergii, możemy przygotować mięso razem z warzywami). Ugotowane jarzyny miksujemy z wywarem warzywnym i mięsem, dodajemy łyżeczkę masła, a następnie dodajemy żółtko i możemy posypać zupkę koperkiem. Smacznego :-).

Gibonikowi zupka ta zawsze bardzo smakuje, więc mogę ją śmiało polecić dla Waszych maluchów.
A jakie są wasze ulubione dania z kaszy jaglanej? Bo mnie się marzą knedle, ale jakoś nie mogę się za nie zabrać :-). Pozdrawiam!

Nominacja do Liebster Blog Award - razy 2 :-)

No i stało się - zostałam nominowana do Liebster Blog Award najpierw przez mama-idealna (jej blog tutaj), za co jej serdecznie dziękuję :-), a następnie przez wcześniakicodalej (jej blog tu) - za co również oczywiscie dziękuję. Pozwolicie, że odpowiem zbiorczo.



Zasady:
Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogerów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Pytania do mnie:
1. Gdzie spędziłaś najlepsze wakacje w Twoim życiu?
Najlepsze wakacje, to chyba te ze wspomnień z dzieciństwa - spędzone na beztroskiej zabawie u dziadków na wsi :-).
2. W co najbardziej lubiłaś się bawić w dzieciństwie? 
Uwielbiałam wszystkie gry i zabawy, ale chyba najbardziej te z udziałem piłki, więc może w zbijaka :-).
3. Jakim chciałabyś być zwierzęciem? 
Tylko kotem :-).
4.Jaki prezent dałabyś osobie, której nie lubisz?
Nie dałabym takiej osobie prezentu. Nie jestem fałszywa.
5. Jak wygląda Twój typowy dzień?
Mój dzień jest obecnie dopasowany do rytmu dnia Gibonika.
6. Co zmieniłabyś na świecie? 
Nienawidzę agresji i przemocy. Wyeliminowałabym te cechy i zachowania u ludzi.
7. Jaki zawód wybrałabyś dla swojego dziecka? 
Piłkarz :-)
8. Czy lubisz dawać dobre rady? 
Tylko jeśli jestem czegoś na 100 % pewna.
9. Dlaczego zdecydowałaś się na prowadzenie bloga?
Z bezsenności :-). Serio, serio.
10. Na jaki kolor nie pomalowałabyś sypialni? 
Na czarno.
11. Co robisz, aby poprawić sobie humor?
Jem dobrą, gorzką czekoladę.

I kolejne pytania do mnie:

1. Skąd czerpiesz inspirację do bloga?
Z codzienności, która wcale nie musi być szara i smutna :-)
2. Co do tej pory zaskoczyło Cię w blogowym świecie?
Hmm, chyba za krótko bloguję, bo NIC.
3. Jakie jest Twoje najwspanialsze wspomnienie z dzieciństwa?
Smak babcinej pomidorówki :-)
4. Czy w wychowaniu własnych dzieci inspirujesz się tym jak Ciebie wychowywali rodzice?
Nie, synka wychowuję tak, jak mi instynkt podpowiada.
5.
Co uważasz za najważniejsze w wychowaniu dzieci?
Miłość, cierpliwość i konsekwencja.
6. W jakim wieku są Twoje dzieci?
14 miesięcy :-)
7. Co było Twoją największą obawą przed założeniem bloga?
Boję się, że mi zabraknie czasu na pisanie.
8.
Co Cię najbardziej zaskoczyło w byciu rodzicem?
Zmiana punktu widzenia na wiele spraw.
9. Jakie jest Twoje hobby?
Literatura
10. Jaka jest Twoja ulubiona książka?
Wiele. Może być np Paulo Coelho Alchemik.
11. Jaki jest Twój ulubiony film?
Siedem dusz. Polecam! 

Nominuję następujące blogi:

1. fashionliloo.blogspot.com
2. inni-razem.blogspot.com
3. tosiowamama.blogspot.com
4. gisikowo.blogspot.de
5. zadrzwiami.blogspot.com
6. luzikguzik.blogspot.com
7. olakasieska.blogspot.com
8. kura-domowa-na-obcasach.blogspot.co.uk
9. gotkabloguje.blogspot.com
10. szydelkowa-planeta.blogspot.com
11. swiatmisiowejczapki.blogspot.com


Moje pytania do nominowanych osób:
1.  Jakie jest Twoje ulubione śniadanie?
2.  Jaką czekoladę lubisz najbardziej, jeśli lubisz oczywiście?
3. Zamykasz oczy i wtedy widzisz ....
4. Co sądzisz o makijażu?
5. Kim chciałaś być w dzieciństwie?
6. Twoje wymarzone wakacje?
7. Twoja definicja szczęścia?
8. Co byś radziła komuś, kto myśli o założeniu bloga?
9. Ulubiony zapach perfum?
10. Słowa, które wyprowadzają Cię z równowagi?
11. Od jak dawna blogujesz i dlaczego?

Pozdrawiam!


2014/10/25

Bananowa maska Kallos

Będąc ostatnio na zakupach, tchnięta przeczuciem :-), wstąpiłam do drogerii Hebe. Tam na półce stała i kusiła maska do włosów marki Kallos - bananowa :-). Znając już opinie innych koleżanek - blogerek, nie mogłam przejść obok niej obojętnie i maseczka przyjechała ze mną do domu :-). Dodam tylko, że za 1000 ml maski zapłaciłam ok 11 zł, czyli niewiele :-).


W domu od razu przeszłam do czynów - trzeba przecież wypróbować to cudo :-). Pierwsze wrażenie po otwarciu opakowania? Mój nos przeżył ekstazę! Jakby ktoś zamknął w tym żółciutkim pudełeczku banany zmiksowane z mleczkiem kokosowym :-). Zapach przepiękny.


Co do użytkowania, to maska jest dość gęsta i wydajna, łatwo rozprowadza się na włosach, nie spływa ani z włosów, ani z ręki. 
Maskę po umyciu i wytarciu włosów, nakładamy na 5 minut, po czy spłukujemy ciepłą wodą.


A jakie ma działanie?
Najpierw według producenta:
Bananowa Maska Kallos. Wzmacniająca włosy Maska z kompleksem multiwitamin. Zawartość aktywnych składników - witamin A, B1, B2, B3, B5, B6, E, C, oleju oliwkowego oraz ekstraktu banana - natychmiast nawilża, dodaje energii i witalizuje włosy. Tworzy na włosach warstwę ochronną i w ten sposób powoduje większą odporność fryzury zarówno na działanie gorącego powietrza wydzielającego się z suszarki, jak i na wpływ warunków pogodowych. Wyczarowuje połysk, jedwabistość i miękkość w dotyku suchym, słabym i wyblakłym włosom. 
 A moja opinia? Po użyciu maski i wysuszeniu suszarką moje włosy zwykle suche i skłonne do puszenia się - są gładkie, miękkie i przede wszystkim bardzo dobrze się rozczesują. Nie mówiąc już o tym, że długo pachną bananami :-). Co ważne, maska nie obciąża włosów. Dla mnie strzał w "10"!


Jeśli chodzi o skład, to wygląda tak:
AQUA - woda, CETEARYL ALCOHOL - emolient, CETRIMONIUM CHLORIDE - konserwant, OLEA EUROPAEA OIL - oliwa z oliwek, PARFUM - zapach, CITRIC ACID - kwas cytrynowy ,CYCLOPENTASILOXANE - emolient, DIMETHICONOL - emolient, PROPYLENE GLYCOL - humektant, MUSA SAPIENTIUM FRUIT EXTRACT - ekstrakt z banana, NIACINAMIDE - witamina PP, CALCIUM PANTOTHENATE SILICA - związek z grupy witamin ( wit. B5), BENZYL ALCOHOL - składnik kompozycji zapachowej, METHYLCHLOROISOTHIAZOLINONE - konserwant, METHYLISOTHIAZOLINONE - konserwant.
Tak więc skład całkiem przyzwoity, można by powiedzieć, że emolientowy :-).


Czy kupiłabym jeszcze raz tą maskę? Jasne. Oprócz jej naprawdę fajnego działania, kupiłabym ją dla zapachu, który dłuuuugo utrzymuje się na włosach i sprawia ogromną przyjemność.
A jakie są Wasze doświadczenia z marką Kallos? A może znacie jakieś inne, pięknie pachnące maski do włosów? Chętnie wypróbuję :-),
Wpis nie jest oczywiście sponsorowany, ale wspomnę tylko, że w drogerii Hebe znajdziecie dużo fajnych kosmetyków, niekoniecznie dostępnych w innych drogeriach. Warto do nich czasem zajrzeć. Pozdrawiam!

2014/10/24

Migawki II

Ubiegły tydzień minął nam tak błyskawicznie, że dopiero przepomniałam sobie o zaległych migawkach. Oto i one - miłego przeglądania :-).

A tymczasem w moim ogrodzie ... :-)

Niestety - dopadło nas choróbsko :-(!

Franek czyli 1/2 mojej kociarni :-)


Ulubiony miś Gibonika :-)


Lubimy razem czytać :-)

Mogę je jeść kilogramami :-)

W poszukiwaniu inspiracji do salonu ...

Kulinarne szaleństwo męża :-D

A jak minął Wasz tydzień? Mam nadzieję, że jesteście zdrowi, bo nam choróbsko dało się niestety we znaki ;-(. Chore dziecko - tragedia, ale chore dziecko i mama - tragedia do potęgi. Na szczęście to już za nami :-). Pozdrawiam!

2014/10/23

Double Wear Estee Lauder - ideał?

Odkąd jako nastolatka zaczęłam interesować się modą i urodą, po dziś dzień szukam swoich kosmetycznych ideałów :-). Są kategorie w których takowe odkryłam, niestety w wielu ciągle i niestrudzenie szukam nadal.
W kategorii podkład do twarzy znalazłam mocnego zawodnika - ideał na 99,9 procent (bo może się znajdzie przypadkiem jeszcze lepszy :-)). To słynny Double Wear marki Estee Lauder! Po długich i żmudnych poszukiwaniach podkładu, który poradziłby sobie z moją przetłuszczającą się, kapryśną i skłonną do niespodzianek cerą oraz po setkach wydanych złotówek na coraz to nowsze fluidy, trafiłam na Double Wear i jestem w końcu zadowolona :-).


Taki opis Double Wear prezentuje Sephora: Wyjątkowa trwałość. Nieskazitelny wygląd przez cały dzień. Podkład zachowuje świeżość i naturalność pomimo upału, wilgoci i wzmożonej aktywności. Nie zmienia koloru, nie rozmazuje się, nie brudzi ubrań. Jest lekki i pozwala skórze czuć się komfortowo. Teraz nieskazitelny wygląd, który widzisz rano w lustrze, towarzyszy Ci przez cały dzień.
Dla mnie największy atut Double Wear to fakt, że jest podkładem świetnie kryjącym (krycie od średniego do mocnego), który pozwala na znaczne zatuszowanie niedoskonałości na twarzy i do tego absolutnie nie tworzy efektu maski, cudownie wtapiając się w skórę. Umalowana twarz wygląda bardzo naturalnie. Double Wear również świetnie matuje, jest dość trwały i mimo codziennego "użytkowania" nie przyczynia się do powstawania zaskórników, gdyż nie zawiera olejków ani parafiny i jest w związku z tym bezpieczny dla cer trądzikowych. Zgodny z prawdą jest opis producenta, że podkład ten nie brudzi ubrań ( no może troszeczkę, jak się postaramy :-)) i nie zmienia koloru na naszej buźce. Podkład nie spływa mimo gorącego lata, nie wysusza mimo mroźnej zimy.


Same zachwyty :-), a czy Double Wear ma jakieś wady? Minusem zapewne jest cena. W regularnej sprzedaży Double Wear kosztuje ok 179 zł za 30 ml. Dużo :-(. Ja dzięki temu, że jestem posiadaczką karty Sephora - zapłaciłam o 20 % taniej. Jednak moim zdaniem Double Wear jest wart swojej ceny, nawet bez promocji :-), choćby dlatego, że jest bardzo wydajny i mi wystarcza na 3-4 miesiące codziennego maziania się. Przeciwniczki tego podkładu zarzucają mu, że opakowanie nie ma pompki. Mnie to osobiście nie przeszkadza, podkład jest dość "zwarty",  bez problemu można go nałożyć wprost ze szklanej buteleczki. Bardzo dobrze i łatwo się go rozprowadza i nakłada. Ja robię to palcami, ale można np pędzlem czy gąbką i też myślę będzie bez problemu. Gama kolorystyczna obejmuje aż 12 odcieni, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Osobiście używam jasnego kolorku jako że jestem bladolica - 2N1 Desert Beige 12. Co do zapachu, to dla mnie podkład ten pachnie bardzo delikatnie, a przynajmniej ja prawie nie wyczuwam żadnego chakterystycznego zapachu.  
I tak jeszcze informacyjnie: Double Wear ma faktor SPV 10.

2N1 Desert Beige 12

Podsumowując - ja znalazłam swój podkładowy ideał i nie zamienię go łatwo na nic innego :-). Chociaż uważam, że godnym polecenia jest również Lancome Tein Idole Ultra 24H Foundation - trwały podkład kryjąco-pielęgnujący, jednak o nim napiszę parę słów w innym poście :-).

Ps. Robiąc zakupy w Sephorze dostałam do przetestowania jak zwykle kilka próbek :-). Tym razem są to : baza pod podkład Bare Minerals Prime Time, krem na dzień aktywator piękna  Lumi Supreme AA PRESTIGE oraz korektor cery Visionnaire Correcteur Fondamental marki Lancome. Przy okazji kolejnej recenzji kosmetyków doniosę jakie wrażenie zrobiły na mnie w użyciu te próbki. 

                                

A Wy macie jakieś swoje kosmetyczne ideały w kategorii podkład? Podzielcie się proszę, może i ja wypróbuję. A może szczęściary nie musicie używać fluidu? To szczerze zazdroszczę :-) i pozdrawiam! 

2014/10/21

Mama wraca do pracy

No i stało się - rok w domu z młodym gibonikiem bardzo szybko minął :-( ... Mamie pora wracać do pracy.


Naszła mnie refleksja - pamiętam jak ładnych parę lat temu, jeszcze za czasów mojej pierwszej pracy, dziwiłam się, gdy koleżanka wracając po urlopie wychowawczym do aktywności zawodowej i zostawiając swoich bliźniaków z babcią, płakała po kątach i chlipała nad rozłożonymi na biurku papierami. Trochę mnie to wtedy nawet śmieszyło. Myślałam, że jest przewrażliwiona, wyolbrzymia problem i tyle. Nie rozumiałam jej zachowania zupełnie. No i minęło prawie 10 lat, a ja znalazłam się w podobnej sytuacji - urlop rodzicielski szybko zleciał, trzeba zostawić rocznego synka, wrócić do pracy i wcale mi nie jest z tego powodu do śmiechu. Przeciwnie. Stres ściska żołądek, głowę wypełniają kotłujące się myśli - jak to będzie - jak młody poradzi sobie bez mamy, z którą do tej pory spędzał 24 godziny na dobę???? Nie ukrywam, poradzenie sobie z tą sytuacją jest dla mnie nie lada wyzwaniem. Wyzwanie dla moich niedawno odkrytych, ale jakże silnych już rodzicielskich uczuć. Przecież wiem, że wiele matek codziennie przechodzi to co ja i wszystko dobrze się kończy, ale to co w głowie - to jedno, a co w sercu matki - to drugie. I tak mamy dużo szczęścia - moja teściowa czyli babcia gibonika zgodziła się zająć maluchem podczas mojej i męża nieobecności, więc dziecko trafi w najlepsze możliwe ręce, gdzie żadna krzywda mu się nie stanie. Do tego babcia ma doświadczenie w opiece nad dziećmi, dobrze gotuje i poza wnukiem świata nie widzi. Lepiej trafić nie mogliśmy, nie musimy korzystać ani ze żłobka, ani żadnej  obcej niani.
Ale serce matki i tak drży.


Powrót do pracy po ponad rocznej nieobecności zawodowej, to stres sam w sobie. W firmie zaszły zmiany, zmieniło się kierownictwo, nie wiadomo co człowieka czeka, nie wiadomo jakie będą teraz oczekiwania. Czuje się tak, jakbym szykowała się do swojej pierwszej pracy, te same nerwy, ta sama niewiadoma. A do tego ciągle ta jedna natrętna myśl - jak będzie układać się sytuacja w domu? Oby przeżyć pierwsze dni, może tydzień... Po  miesiącu będzie już łatwiej - tak sobie myślę. Przynajmniej psychicznie. Pierwsza krótka próba rozstania za nami - młody został bez mamy na 4 godziny, za to w towarzystwie taty i babci. Było dobrze, nawet bardzo dobrze - nie zapłakał ani razu, ale ... No właśnie - był w nowym, ciekawym otoczeniu, gdzie ciągle coś się działo, a potem prawie 2  godziny przespał. Jak będzie gdy zostanie tylko z babcią w swoim nudnym już, bo znanym na wylot małpim gaju? Zanim wrócę do pracy, próbę będziemy powtarzać w różnym otoczeniu i różnych konfiguracjach. Mam nadzieję, że nadal będzie dobrze i z większym spokojem będę mogła oddać się służbowym obowiązkom. Ale na dzisiaj - niecały miesiąc przed powrotem, bynajmniej nie jest mi do śmiechu...  A jakie są Wasze wrażenia z powrotu na rynek pracy, hmm? Może macie jakieś rady na pokonanie stresu. Pozdrawiam.

2014/10/17

Mój pierwszy FJBOX - październik 2014

Jakiś czas temu przeglądając jednego z obserwowanych przeze mnie blogów trafiłam na post o pudełeczku z biżuterią zwanym FJBOX. A ponieważ z natury jestem sroką, to postanowiłam zgłębić temat :-). FJBOX czyli Fashion Jewellery Box działa na zasadzie znanych już powszechnie boxów z kosmetykami - wpłacasz określoną sumę, a raz w miesiącu otrzymujesz tajemnicze pudełeczko z jeszcze bardziej tajemniczą zawartością. W przypadku FJBOX za 79 zł z przesyłką otrzymujesz biżuterię wartą 150 zł, tyle że do momentu otwarcia pudełka, nie wiesz co jest w środku i nie dokonujesz żadnego wyboru w tym temacie. Co to będzie za biżuteria, to dla Ciebie niespodzianka do końca.
W trakcie rejestracji na stronie internetowej określasz tylko m.in. jaką kolorystykę biżuterii lubisz czy też co preferujesz tzn. bransoletki, wisiorki, kolczyki itp. Idąc tym tropem dokonałam więc stosownej rejestracji  na  tej stronie  i skuszona czekającą mnie adrenaliną, śmiało zamówiłam swojego pierwszego FJBOXa.

A oto kilka informacji ze strony internetowej FJBOX:
Fashion Jewellery Box to eleganckie pudełeczko dla Ciebie, zawierające kilka modnych dodatków wysokiej jakości  wyznaczające trendy w modzie biżuterii. FJBOX jest wyrocznią na polskim rynku najmodniejszej biżuterii. Produkty są antyalergiczne.

Skusiłam się i w chwilkę po doręczeniu moje pudełeczko prezentowało się tak :-):


A co w środku :-)?



Otóż otrzymałam komplet sztucznej biżuterii marki YVON (strona internetowa producenta tu ) złożony z bransoletki, kolczyków i naszyjnika w srebrnym kolorze z zielonym - miętowym sztucznym kamieniem.






Czy jestem zadowolona? Tak, z pewnym małym "ale" :-). Zestaw jest naprawdę ładny, dokładnie i subtelnie wykonany i  włożę go z pewnością na jakąś większą imprezę, może już na firmową wigilię :-). Zestaw jest też moim zdaniem wart swojej ceny. Małe "ale", bo biżuteria ta jest nieco ekstrawagancka, więc nie będę mogła nosić jej na codzień do pracy w biurze - a taki był mój plan przy zamawianiu pudełka. No i kolor ... rzadko noszę taką zieleń. Na stronie internetowej YVON widziałam taki sam zestaw w pięknym bursztynowym kolorze - ten by mi zdecydowanie bardziej pasował do moich kreacji.  Dlatego też chyba miętowy komplet zarezerwuję do prostej, klasycznej małej czarnej, na przykład takiej:

Sukienka Orsay

Co mnie w boxie troszkę rozczarowało? Dla jednych komplet biżuterii to atut, bo mogą bez myślenia o tym, co do czego pasuje, wrzucić na siebie całość i mieć z tzw. głowy i świetnie wyglądać. Ale ja lubię kombinować, dopasowywać, zestawiać. I w tym wypadku myślałam, że dostanę 3 sztuki biżuterii, z których każda będzie osobną historią i polem do dalszych manewrów. Pełna niespodzianka :-).
Czy zamówię FJBOXA w następnym miesiącu? Hmmm, jeszcze nie wiem. Ale kusi bardzo, nie powiem. Jeśli się zdecyduję i kolejne pudełko niespodzianka będzie moje, na pewno Wam o tym doniosę :-). A co Wy myślicie o idei takich pudełek? Gibonikowy tata popatrzył na mnie z dezaprobatą, gdy dowiedział się, że otwierając pudełko, nie wiem co jest w środku. A dla mnie w tym jest cały fun :-). Ale ile ludzi, tyle opinii.
Pozdrawiam!

Wpis nie jest  oczywiście sponsorowany, ale na marginesie dodam, że na stronie YVON czyli tutaj znajdziecie dużo pięknej sztucznej biżuterii. Sama już coś zamówiłam i pochwalę się przy okazji :-).

2014/10/14

Inspiracje tygodnia - dzieciowe gadżety :-)

Taki banał - uwielbiam dzieci i piękne gadżety :-). Co może wyjść z takiego połączenia ;-)? Cudne, śliczne, słodkie akcesoria dla naszych milusińskich! Szukając inspiracji znów przewertowałam zasoby internetu i wynalazłam urocze kuchenno - łazienkowe perełki. Miłego oglądania!

stylowi.pl

www.no-to-pieknie.pl

www.e-lazienki.pl

wew.tootiny.com.pl

www.e-lazienki.pl

www.no-to-pieknie.pl

kuchnieportal.pl

www.budnet.pl

www.zabawkowicz.pl


Ja w ciemno w pierwszej kolejności biorę patelnię do placuszków :-). A co Wam podoba się najbardziej? 

Dobre buty dla malucha, czyli jakie?

Mój gibonik w okolicach swoich pierwszych urodzin wziął się na poważnie za chodzenie - ku uciesze gawiedzi ;-) czyli swoich rodziców :-))). Co prawda, najchętniej maszeruje w asekuracji jakiegoś swojego mobilnego sprzętu, ale samodzielne wyprawy zdarzają mu się już coraz częściej. A co to oznacza dla gibonikowej mamy? Ano oprócz ciągłego biegania za dzieciątkiem, matka musi postarać się o wygodne, dobre buty dla szkraba. Tylko jakie??? Po domu młodzian biega w antypoślizgowych rajstopkach albo skarpetach ( jak to mówi gibonikowy tata - w ABSach), ale teraz to już pora na "poważne" buty na wyjścia z domu :-).
Jak zwykle przegrzebałam fora internetowe i zrobiłam wywiad ze znajomymi mamami, na co mam zwrócić uwagę kupując dziecięciu butki. Dowiedziałam się oto, że:
  •  dobre obuwie powinno być dla dziecka jak druga skóra;
  •  prawidłowo dobrane buty zapobiegają wadom stóp oraz wadom postawy;
  • w żadnym wypadku dziecko nie powinno nosić używanych bucików, nawet jeśli nie są zniszczone; 
  • buty dla dziecka uczącego się chodzić powinny być pełne, najlepiej wiązane z przodu lub zapinane na plastry;
  • powinny sięgać nieco powyżej kostki, aby ją lekko podtrzymywać, a jednocześnie utrzymywać we właściwym miejscu piętę;
  • bucik powinien być ok 1 cm dłuższy niż stópka dziecięcia;
  • buty powinny być wykonane z naturalnej skóry lub przewiewnego, oddychającego materiału, a należy unikać obuwia wykonanego z materiałów skóropodobnych;
  • wysokość obcasa z podeszwą nie powinna być wyższa niż do 0,5 cm, a najlepiej żeby nie było obcasa;
  • podeszwa powinna być odporna na poślizg i elastyczna, tak żeby jedną dłonią móc ją zgiąć o 180 stopni;
  • zapiętek powinien również być elastyczny;
  • butki powinny mieć okrągły nosek, by dziecko mogło swobodnie poruszać paluszkami; 
  • wyściełane w środku skórą lub innym "oddychającym" materiałem, aby stópka piechura się nadmiernie nie pociła, a  wewnątrz buta nie rozwijały się drobnoustroje chorobotwórcze;
  • lekkie, aby dziecku wygodnie było hasać i aby się nie męczyło.
Mądrzejsi o te wszystkie rady gibonikowy tata wraz z babcią i naszym młodym piechurem wybrali się na obuwnicze zakupy :-). Po szybkim przeglądzie asortymentu ich wybór padł na takie oto "lakierki" firmy Bartek (bardzo chwalona marka wśród znanych mi mam):


Butki są typowo jesienne, ze skóry licowej, wkładka B-FRESH ze skóry naturalnej - profilowana, spód termokauczuk, cena 179 zł. Młody wygląda w nich "zabójczo" :-), zobaczymy jak się sprawdzą w chodzeniu.


Do ciekawostek (bynajmniej nie finansowych) należy fakt, że średnio raz w miesiącu należy sprawdzać czy kupione buciki nie są już za małe :-p.

A gibonikowa babcia - moja teściowa - nie mogła przepuścić okazji ;-) i kupiła młodemu w Lidlu takie oto ocieplane trzewiczki na mrozy:


A Wy drogie mamy buciki jakich marek polecacie dla takich świeżo chodzących maluszków, hm? Czekam na rady.

Ps. Wpis nie jest oczywiście sponsorowany :-).

2014/10/12

Migawki z miniongo tygodnia

Postanowione - raz w tygodniu będę wrzucała na bloga kilka fotek z migawkami mijającego tygodnia, z tego co się u mnie działo :-). Miłego oglądania!

Moje ukochane marcinki - pełno ich teraz w ogródku :-).
Nowy nabytek - prawie jak Burberry :-).


Niespodzianka na urodziny gibonikowego taty :-).
Uff, wreszcie chwila na kawę zbożową, ciacho i książkę.
Moje słoneczko :-*.
Prezent od cioci Iwonki

Jakoś tak się "gadzio" w tym tygodniu zrobiło ;-).
Lektura dla gibonikowej mamy
Krem z dyni z prażonym słonecznikiem - pychota :-).