2014/12/30

Wszyscy mają, mam i ja! Woski Yankee Candle

No to dziś tak jak w tytule :-). Ostatnio mam wrażenie, że już wszyscy mają, testują i delektują się zapachami wosków i świec marki Yankee Candle. Ja dotąd jakoś nie miałam okazji dorwać ich w swoje łapki, ani poniuchać swoim noskiem, ale w końcu uległam i zamówiłam drogą internetową na próbę kilka wosków. Wolałabym oczywiście ja najpierw powąchać, a nie dokonywać zakupu w "ciemno", bo uważam, że zamawianie czegoś pachnącego przez internet, bazując jedynie na opisie i nie mogąc "niuchnąć" jest wielkim ryzykiem. Niestety, nigdzie po trasie mojej drogi do i z pracy nie ma możliwości kupienia osobiście YC, więc pozostał mi internet. Otrzymałam na razie 6 wosków, a kominek na próbę kupiłam w Rossmannie za 9,99 zł. Zamówiłam już jednak kolejne zapachy :-).


A w ogóle dla niewtajemniczonych (jeśli tacy jeszcze istnieją :-)) - woski zapachowe Yankee Candle to atrakcyjna propozycja dla wszystkich osób, które tylko stawiają na bardzo skuteczne i piękne zapachy dla domu.
Informacje o stosowaniu wosków ze strony Goodies.pl :
Aby wypróbować wosk zapachowy Yankee Candle i delektować się jego kojącym aromatem – wystarczy przygotować kominek i bezwonną świeczkę Tea Light. Następnie, w kominkowej miseczce umieścić należy wybrany wosk Yankee Candle lub odpowiednio dobraną mieszankę różnych, pokruszonych wosków i rozgrzać całość płomieniem umiejscowionej we wnętrzu kominka świeczki. Pod wpływem temperatury, już po kilku minutach wosk Yankee Candle zacznie się przyjemnie rozpuszczać i wypełniać powietrze zapachem pięknych olejków eterycznych.
Wosk zapachowy topi się aż przez osiem godzin, emitując przez ten okres niezwykły, bardzo intensywny aromat skomponowany w oparciu o naturalne składniki. Pokruszony wosk można mieszać z innymi woskami w dowolnych proporcjach, tworząc tym samym nietuzinkowe kompozycje zapachowe.
Wosk zapachowy może być wielokrotnie podgrzewany i schładzany – aż do chwili, gdy pod wpływem temperatury wyparują z niego wszystkie wonne olejki.


Ja swoje pierwsze woski wybierałam w myślą o Świętach i Nowym Roku, stąd też ich zapachy takie świąteczne :-), a są to:

•Christmas Eve
•Happy Christmas
•Sugared Apple
•Christmas Memories
•Merry Marshmallow
•Christmas Garland


Kolejne przeze mnie wybrane zapachy nie są już takie świąteczne i bardziej odważnie zaszalałam :-), ale o tym w kolejnym poście.
A Wy znacie, lubicie zapachowe woski lub świece?

2014/12/28

Pin Me Down!

Chyba o tym jeszcze na blogu nie pisałam, ale mam ogromną słabość do biżuterii :-). Oczywiście uwielbiam tą ze szlachetnych kruszców, ale ponieważ nie często mogę sobie na nią pozwolić w imię wydatków na Gibonika, to na codzień zadowalam się sztuczną :-).
Ostatnio mam "fazę" na różne broszki i przypinki i wygrzebałam na Allegro takie cudeńka:


Gratis do przypinek dostałam takie cudne kolczyki: 


Kolczyki tak mi się spodobały, że poprosiłam o jeszcze :-):




A tą przypinkę przypnę sobie 2 stycznia czyli pierwszego dnia pracy z moim nowym zespołem :-)!


Takie cuda możecie obejrzeć i ewentualnie zamówić na www.pinmedown.na.allegro.pl czyli tutaj.
Biżuteria jest niedroga, a do tego ekspresowa wysyłka i przy większej ilości dostajemy jakiś gratis!
Kochane, obserwujcie uważnie mojego bloga, bo już niedługo coś z biżuterii ze zdjęć będzie do wygrania :-). A Wy lubicie sztuczną biżuterię?
Pozdrawiam!

2014/12/25

Maseczka - peeling odświeżająca DERMAGLIN

Zacznę od tego, że uwielbiam zieloną glinkę, bo chyba nic tak dobrze nie działa na moją cerę jak glinka właśnie. A cóż ona ma w sobie takiego cudownego?

Glinka zielona pochodzi ze skał krzemionkowo-aluminiowych. Posiada około 20 różnych soli mineralnych istotnych dla organizmu, takich jak: krzem, magnez, wapń, potas, fosfor, sód i inne oraz cały szereg mikroelementów i pierwiastków śladowych: selen, molibden, cynk. Glinka zielona ma wspaniałe właściwości dezynfekujące, absorpcyjne i gojące. Doskonale leczy trądzik, wypryski, wrzody, pielęgnuje i regeneruje zmęczoną cerę również podczas leczenia, odkażając ją i wzmacniając. Odżywia zmęczoną cerę, zmniejsza i zapobiega zmarszczkom (źródło: wizaz.pl).

A piszę o tym dlatego, że otrzymałam do przetestowania od firmy Dermaglin - Maseczkę peeling odświeżającą z zieloną glinką kambryjską, ogórkiem i olejkiem jojoba.


Wg opisu producenta:
Maseczka złuszcza martwy naskórek, wygładza i odżywia, łagodzi i koi podrażnienia.
Maseczka nowej generacji oparta na zmikronizowanej  zielonej glince kambryjskiej posiadającej właściwości terapeutyczne. Zawarte w glince mikrogranulki krzemu i glinu delikatnie złuszczają martwy naskórek, oczyszczają skórę z nadmiaru sebum, niezdrowej mikroflory i toksyn odsłaniając zdrową i gładką skórę.  Poprawiają ukrwienie. Łagodzą stany zapalne, przywracając równowagę mineralną.

Maseczka zawiera  wyciąg z ogórka  lekarskiego,  który  odświeża  i rewitalizuje skórę. Kompleks glinkowo-ogórkowy doskonale poprawia kondycję skóry przywracając jej zdrowie i naturalne piękno.


Skład: Kaolin Clay, Aqua, Cucumis Sativus, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Propylene Glycol, Diazolidynyl Urea, Methylparaben, Propylparaben.



Moja opinia:
Maseczka znajduje się w 20 gramowej saszetce. Starcza to spokojnie na 2-3 zastosowania, jednak podsycha w otwartym opakowaniu i najlepiej zamknąć ją klipsem lub przełożyć do pudełeczka, bo na raz jej zapewne nie zużyjemy.

Maseczka jest produktem w 100% naturalnym, nie perfumowanym, jednak ma delikatny - dla mnie bliżej nieokreślony zapach.

Maska ma kolor ciemnozielony, konsystencja dość gęsta pasta - ale jednak nie za gęsta, dobrze się nakłada.
Maseczka przeznaczona jest do każdego rodzaju skóry - twarzy, szyi i dekoltu, jednak ja używam jej tylko do skóry twarzy.
Maseczkę nakładamy na poprzednio oczyszczoną i osuszoną twarz na 10-15 minut wykonując krótki delikatny masaż, a po wyschnięciu ją zmywamy ciepłą wodą. Maseczka - przynajmniej na mnie - bardzo szybko wysycha - już po około 8-10 minutach i łatwo się zmywa. Po oczyszczeniu skóry należy ją przetrzeć tonikiem, by przywrócić naturalne pH skóry.
Po zastosowaniu maseczki moja twarz wygładziła się, oczyściła nieco, a stany zapalne delikatnie złagodniały. Skóra zrobiła się gładka i delikatna. Nie jest to efekt spektakularny typu "WOW", ale całkiem przyzwoity.
Czytając opinię innych dziewczyn na temat tej maski spotkałam się z zarzutem, że maska za bardzo ściąga i wysusza. Ja nie doznałam żadnego z takich dyskomfortów, ale być może zależy to od naszej cery. Przypominam, że moja jest mieszana, wrażliwa ze skłonnością różnych niespodzianek. Po użyciu maski nic mnie nie piekło, a na skórze nie było żadnych zaczerwienień. Mogę polecić z czystym sumieniem ta maskę, a sama mam zamiar sięgnąć po inne maski tej marki - szczególnie tak powszechnie chwaloną przeciwtrądzikową :-).


Więcej o maseczkach marki Dermaglin możecie poczytać TUTAJ.
Pozdrawiam!

2014/12/24

Życzenia!

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzymy Wam z Gibonikiem nadziei, zadumy nad płomieniem świecy, pogodnych zimowych dni, odpoczynku, zwolnienia oddechu, nabrania dystansu do tego co wokół, chwil roziskrzonych kolędą, śmiechem i wspomnieniami! Wesołych i zdrowych Świąt!

vitalia.pl

2014/12/21

Choinkowe inspiracje

Choinkowy show się zaczął! Ciekawa jestem na jakie drzewko "stawiacie" w tym roku? Tradycyjnie czy nowocześnie? My z Gibonikiem ubraliśmy naszą tradycyjną, zieloną i kującą choineczkę dzisiaj popołudniu. Dla młodego to było pierwsze świadome spotkanie z tym obyczajem. Najlepszą zabawę miał zdejmując powieszone przeze mnie bombki na choince :-p. Takie to było zabawne, gdy mama po raz setny wieszała tą samą bombkę :-). Mały łobuziak :-).
A przy okazji troszkę inspiracji na nowoczesne choinki. Ja się jeszcze na taką nie odważyłam, ale kiedyś - kto wie :-).

ww.w.cekin.pl
ww.w.cekin.pl
www.goldenline.pl
www.penny.pl
www.penny.pl
www.penny.pl
www.domosfera.pl
inspiracjeonline.pl
www.sexymamy.pl
zielonyogródek.pl

Ta z gwiazd betlejemskich podoba mi się najbardziej. A Wam? U mnie tymczasem miga zieleninka z czerwonymi bombkami i złotymi ozdobami. Można by rzec, że jestem tradycjonalistką w tym temacie :-). 

www.tapeciarnia.pl
Pozdrawiam serdecznie!

2014/12/18

Czuły punkt

Każdy z nas ma jakiś czuły punkt, czy się do tego przyznaje czy nie. Do tej pory myślałam, że moim są zwierzęta - te bezbronne, bezdomne i okrutnie potraktowane przez człowieka. Co miesiąc wpłacałam nawet jakąś kwotę na rzecz różnych schronisk. Słysząc w telewizji wzmianki o maltretowanych czworonogach, natychmiast zmieniałam kanał. Po prostu było to dla mnie nie do zniesienia i nie do zrozumienia - dlaczego ludzie tak postępują. 
Ku rozpaczy męża zawsze targałam do domu znalezione zwierzaki i w ten sposób nasza kolekcja podwórkowych kotów ciągle rosła. I w sumie tak zostało do dzisiaj :-), z małym wyjątkiem. Otóż, na pierwsze miejsce w mojej achillesowej pięcie wysunęły się dzieci. Tak, dobrze czytacie DZIECI. Nie wiem czy to przez rozbudzony instynkt macierzyński, czy przez szalejące hormony, ale odkąd wróciłam do pracy - wszędzie w tłumie ludzi potrafię wypatrzeć małe dziecko, usłyszę każde kwilenie, każde jęknięcie maluszka. Przechodząc ulicami Warszawy, zaglądam dyskretnie ludziom do wózków! Po co, czemu, dlaczego?!? A ja wiem :-P! Zupełnie jakbym miała jakiś radar wyczulony na maluszki. Gdy słyszę płacz dziecka, od razu ściska mnie w żołądku. I nie ważne, że to nie moje maleństwo. Mój mąż stwierdził, że od urodzenia Gibonika, co prawda też zmienił spojrzenie na maluchy, ale nie do tego stopnia, żeby przejmować się cudzymi. Jego interesuje tylko nasz Młody, ewentualnie dzieciaki naszej rodziny i przyjaciół. A mnie nie! Ja bym teraz niosła pomoc każdemu jednemu dziecku! I wiecie co? Trochę mnie to już męczy. Bo to jest tak, jak gdy się odchudzasz, to wszędzie widzisz jedzących ludzi, a jak jesteś samotny, to wszędzie wokół Ciebie są pary. Wokół mnie są dzieci :-)! Nawet jak czytam jakąś książkę pozornie nie związaną z maluchami, to zawsze i tak znajdę fragment o dzieciach, które najczęściej spotkało jakieś nieszczęście i potem nie mogę tych scen wyrzucić z głowy. Tak jak np wczoraj - czytałam biografie pewnej Polki, która po II wojnie światowej opiekowała się w Hiszpanii dziećmi, których Niemcy odebrali polskim rodzinom jak były bardzo malutkie i teraz cały czas mam przed oczami obraz, jak te biedne dzieciaczki wieczorami przez zaśnięciem pieszczą zniszczone i pogniecione zdjęcia swoich mam.... Tylko tyle im pozostało, bo nie miały do kogo się przytulić:-(. 


Będąc w pracy bardzo często myślę o swoim synku. Jest On dla mnie najważniejszy na świecie. I nie jest to bynajmniej banał w moich ustach. Uwielbiam wieczory, kiedy kładę go spać i mogę bezkarnie i do bólu wyprzytulać i zapamiętywać cudowny zapach jego maleńkiego ciałka. I wtedy "CHWILO TRWAJ!". Jak pewna włoska aktorka - Anna Magnani - kocham swojego synka miłością ABSOLUTNĄ i uważam to za wielki dar i szczęście :-). Pozdrawiam serdecznie w tym przedświątecznym pędzie! 

2014/12/14

Nasze bajeczki

Jak już wspomniałam w poprzednim poście w okolicy Mikołajek otrzymaliśmy  z Gibonikiem od sklepu  DEON zestaw 11 pięknych książeczek. Bajeczki są skierowane do dzieciaczków w różnym wieku: od takich maluchów jak mój Gibonik po kilkulatków. Zestaw jest uniwersalny i warto po niego sięgnąć np. na prezent. Książeczki są do kupienia tutaj.


Wśród zestawu wyraźnie wyróżniają się dwie książeczki - "Pracowite aniołki" autorstwa Ewy Masłowskiej oraz "Szalik dla Mikołaja" autorstwa Katarzyny Gintowt. To urocze pozycje dla naszych najmłodszych dzieciaczków, gdyż mają twarde, grube kartonowe strony i do tego są wspaniale ilustrowane. Gibonik się z nimi chwilowo nie rozstaje :-).


"Recepta na uśmiech - wierszyki z kieszeni lekarskiego fartucha" autorstwa Doroty Roztoczyńskiej są z płytą CD gratis. To świetne wierszyki po które warto sięgnąć nie tylko wtedy, gdy nasz maluszek jest chory.
A "Bajki i bajeczki" autorstwa Izabeli Sagasz to tomik 11 krótkich, dźwięcznych bajeczek - wspaniale do tego ilustrowanych.


"Dziadek jest chory" autorstwa Silvi Roncaglia to książka z serii: Wielkie problemy naszych dzieci - historyjki terapeutyczne. Seria ta prezentuje historyjki, które mają pomóc zrozumieć lęki, obawy, niepowodzenia i pokazać, jak sobie w takich sytuacjach radzić. "Dziadek jest chory" to historia wnuczka i dziadka, którego dotyka choroba Alzheimera. Bardzo mądra historia.
Natomiast "Renifer Świętego Mikołaja" autorstwa Marioli Peisert to pięknie ilustrowana historyjka w świątecznym klimacie.


"Sypie z nieba" autorstwa Katarzyny Prudło to zbiór cudownych wierszyków o zimowej tematyce. Jest i o bałwanku, i o śniegu, i o kuligu i o mrozie ;-).
Natomiast "O sercu z piekła wyrwanym czyli historia Królewny Śnieżki wierszem pisana" autorstwa Joanny Kudlowicz to piękna bajka o Królewnie Śnieżce przedstawiona za pomocą wpadającego w ucho wiersza.


"Szkolne porządki" autorstwa Joanny Wilkońskiej to książeczka z serii Katecheza dla najmłodszych. Ta historyjka nawiązuje do przypowieści "O robotnikach w winnicy". Oprócz ślicznych obrazków, na końcu książeczki są też malowanki do pokolorowania przez naszych milusińskich.
Natomiast "List do Świętego Mikołaja" autorstwa Zofii Poletyło to pięknie ilustrowana historyjka pisania listu do Świętego Mikołaja przez 6 letniego Maćka.


No i ostatnia z bajeczek to "Pocałunek ślimaka" autorstwa Fabrizii Poluzzi. Książeczka pochodzi również z serii : Wielkie problemy naszych dzieci - Historyjki terapeutyczne. Lektura ta dotyka trudnego tematu molestowania dzieci przez dorosłych. Książeczka pomoże rodzicom w rozmowie z synem czy córką o tym poważnym temacie. Znalezienie właściwych słów do opisania tego delikatnego tematu jest prawdziwym wyzwaniem, a "Pocałunek ślimaka" bardzo nam w tym pomoże.


Wszystkie przedstawione książki są pięknie ilustrowane, bardzo ładnie wydane i przede wszystkim są z "przesłaniem". Na pewno będziemy po nie sięgać z Gibonikiem przez dłuższy czas. Sklep DEON oferuje jeszcze inne ciekawe książki, warto więc do nich zajrzeć, może uda się wybrać coś dla Waszych milusińskich i nie tylko. Pozdrawiam!


2014/12/09

Powiedz, gdzie Cię boli

" W życiu niewiele czynników dorównuje siłą poczuciu winy" 
Nick Trout


Odkąd wróciłam do pracy i spędzam w podróży prawie 4 godziny dziennie, pochłaniam kolejne książki z prędkością światła, czytając często w nieludzkim tłoku, dzielnie trzymając się czegokolwiek jedną ręką :-). Od kiedy na świecie pojawił się Gibonik i jestem w ciągłym pędzie, doceniam każdą chwilę na relaks i nie mogę znieść marnotrawstwa czasu. Dlatego też czytam nawet w ogromnym ścisku jadąc metrem :-). Tylko brakuje mi niestety chwili, żeby dzielić się z Wami każda przeczytaną pozycją, ale co ciekawsze postaram się prezentować tu - na blogu. Jak już kiedyś pisałam, lubię literaturę faktu, opartą na rzeczywistości, opisująca różne ludzkie doświadczenia.
I w ten kanon wpisuje się książka "Powiedz, gdzie Cie boli" autorstwa  Nicka Trout (Wydawnictwo Literackie).
Autor to prawdziwy weterynarz z "krwi i kości" pracujący w wielkiej bostońskiej klinice. W książce opisuje jeden ze swoich normalnych, dodajmy - wyczerpujących dni pracy.
Robi to w taki sposób i z takim poczuciem humoru, że czytelnik ma wrażenie, że Dr Nick to taki Dr House dla zwierząt. Jego działka czyli praca ze zwierzętami i ich właścicielami, to ciężki kawałek chleba z którego my - zwykli "śmiertelnicy" nie zdajemy sobie sprawy. Nie dość, że zwierzak nie potrafi powiedzieć co mu dokucza, to jeszcze często właściciel dorzuca swoje "trzy grosze" do sprawy, często ją przy tym komplikując.
Dr Trout w sposób bardzo obrazowy opisuje arcyciekawe przypadki różnorakich schorzeń u domowych zwierzaków, a przy okazji dokonuje bardzo celnych charakterystyk zarówno czworonogów, jak i ich właścicieli. Żyjemy w czasach, kiedy to zwierzęta stały się pełnoprawnymi członkami rodziny i znajdują się w samym centrum naszego życia. Dla wielu osób ich pupil jest najważniejszą postacią w życiu, często ważniejszą niż inni ludzie. W takiej sytuacji weterynarz oprócz wiedzy merytorycznej musi dysponować również szeroką wiedzą z zakresu psychologii, gdyż reakcje właścicieli na chorobę, a czasem na śmierć ukochanego zwierzaka są bardzo różne. A lekarz stawiający diagnozę znajduje się na tzw. pierwszej linii frontu.
"Powiedz, gdzie Cię boli" to bardzo wciągająca lektura zarówno dla fanów zwierząt, jak i dla amatorów psychologii, którzy lubią zgłębiać ludzką psychikę w obliczu choroby czy śmierci bliskiej "osoby". Książkę czyta się bardzo szybko, a autor w sposób bardzo przystępny pokazuje laikowi na czym polega profesja weterynarza w naszych zwariowanych czasach czyli w XXI wieku.
Jest to emocjonująca i wzruszająca, a jednocześnie bardzo lekka lektura, która pozostaje w pamięci na dłużej niż chwilę po zamknięciu okładki i człowiek do niej powraca myślą jeszcze przez jakiś czas, gdy przeczesuje futerko swojego czworonożnego pupila :-)
Szczerze polecam - nie tylko miłośnikom zwierząt!


A na Mikołaja dostaliśmy z Gibonikiem miłą niespodziankę od sklepu internetowego-księgarni DEON :-): zestaw 11 pięknych bajek dla dzieci - do obejrzenia i kupienia tutaj. W weekendowym poście pochwalę się wizualnie naszymi bajeczkami :-).
Pozdrawiam!

2014/12/02

Zmiany, zmiany, zmiany i ... wyniki mikołajkowego rozdania :-)

 
Dziś króciutko. U mnie tak jak w tytule. W sumie mogłam się tego spodziewać i szczerze mówiąc - spodziewałam. A o czym mowa? A no o mojej pracy. Po ponad rocznej nieobecności wróciłam na swoje dawne stanowisko, ale podskórnie czułam, że nie na długo. No i po niecałych dwóch tygodniach z ust szefowej padła propozycja ogarnięcia przeze mnie innej działki. Nie, no niby miałam wolny wybór, ale czułam, że dla własnego dobra powinnam się zgodzić. Zgodziłam się. I co teraz? A no zostawiam świetnie pracujący zespół, który tworzyłam od podstaw i który działa samodzielnie jak perfekcyjnie pracująca maszyna (jak się teraz okazało - to mnie zgubiło, bo wyszło na to, że maszyna działa świetnie nawet pod nieobecność swojego lidera :-p). A z zamian? Mam objąć zespół nad którym trzeba dużo popracować, wszystko poukładać, ogarnąć ludzi, bo obecny manager zawiódł. Jednym słowem czeka mnie ogrom pracy. Nie tylko merytorycznej - muszę bowiem zagłębić się w zupełnie nowe dla siebie dziedziny wiedzy, ale również tej najtrudniejszej - pracy z drugim człowiekiem. Zarządzanie zasobami ludzkimi wcale nie jest takie proste, zwłaszcza jak się dostaje zespół, który do tej pory miał ogromny luz i pełną swobodę, co skutkowało nie najlepszą pracą. Lubię czyste sytuacje, grę w otwarte karty, jasne zasady. W zespole, który mam przejąć - chyba tego nie ma i nigdy nie było, więc długa praca przede mną. Ale cóż - człowiek rozwija się przez całe życie, więc i ja będę pracować sumiennie nad swoimi kompetencjami. Przeraża mnie jedno ... Na ostatnim szkoleniu z coachingu nasz trener powiedział coś, co głęboko zapadło mi w pamięć, że "dobry manager jest jak dziwka". Sorry za ten dosłowny cytat, ale jak się nad nim głębiej zastanowić, to jest w tym dużo prawdy. Czy się w tej roli odnajdę ... Teraz - po urodzeniu synka i wspólnie z nim spędzonym roku, mam inne podejście do życia - w tym także do pracy, niż kiedyś. Zmieniłam się - to na pewno, pojawiły się inne priorytety, jest inne podejście do ludzi. Jakie? Mniej emocjonalne, bardziej zdystansowane. Jednak nadal stawiam na uczciwość i jasność sytuacji, a to nie koniecznie są najcenniejsze wartości w obecnym biznesowym świecie. Jak to będzie wyglądało w praktyce - zobaczymy pewnie wkrótce :-). Trzymajcie za mnie kciuki :-).

 
A teraz wyniki mikołajkowego rozdania :-). Razem z Gibonikiem przeprowadziliśmy losowanie zwycięzcy! My losowaliśmy jedną osobę, która wygrała zestaw kosmetyków, natomiast Mama kreatywna wylosowała drugą osobę, która wygrała zestaw zawieszek.
Serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy zgłosili chęć udziału w rozdaniu :-).
 
 

Gibonik wylosował  Panią Joannę Liszka-Materka, ale niestety nie zdążyłam zrobić zdjęcia losu, bo synek podarł go w strzępki :-). Proszę Panią Joannę o kontakt na e-mail i podanie danych do wysyłki nagrody czyli kosmetyków :-).
Pozdrawiam! I bądźcie czujni - wkrótce kolejne rozdanie na blogu :-).