2015/03/22

Gdzie ta miłość?

O miłości napisano już wiele, ale i ja muszę dołożyć do tego tematu swoje trzy grosze. Jednak w tym wypadku chodzi o uczucia macierzyńskie, o miłość matki do dziecka. Jakoś tak się ostatnio składa, że zarówno w czytanych książkach, jak i wiadomościach ciągle natrafiam na teksty mówiące o tym, jak to matka nie jest w stanie pokochać swojego nowonarodzonego dziecka i je odrzuca. Hmmmmmm. Ja wiem, że istnieje  baby blues i depresja poporodowa, sama myślę byłam o krok od niej i w tym poście nie chcę pisać o kobietach dotkniętych tą dolegliwością, a już na pewno ich krytykować. Chodzi mi o pozostałe grono, grono kobiet które z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu – innego niż depresja – nie są w stanie pokochać własnego dziecka. Wiem, że takie istnieją, nie osądzam, nie oceniam, próbuję je zrozumieć, ale przykro mi -  za cholerę NIE ROZUMIEM. Zanim urodził się Gibonik, ja też nie pałałam miłością do dzieci i jakoś nigdy nie rajcowało mnie zachwycanie się słodkimi bobasami. Będąc w ciąży wielokrotnie zastanawiał się czy zdołam pokochać nasze maleństwo… A potem – rach ciach – traumatyczny poród, kłopoty z karmieniem, mega zmęczenie, refluks i kolki i inne atrakcje u Młodego i jakoś tak naturalnie w tym wszystkim - bez sekundy zastanawiania - pokochałam swojego synka całym sercem. Dziś, kiedy ma półtora roku – wiem na pewno, że kocham go najbardziej na świecie i bez wahania oddałabym za niego życie, gdyby była tak potrzeba. Codziennie usypiając go – powtarzam mu te słowa, gdyż bardzo chcę, żeby czuł się kochany. Sama mam dobrych i poczciwych rodziców, ale szczerze mówiąc, nigdy w moim domu nie mówiło się głośno o uczuciach, a już na pewno nikt nie mówił dziecku, że go kocha. I dlatego postanowiłam, że w moim domu będzie inaczej – a mój synek ma czuć i słyszeć, że jest oczekiwanym i bardzo kochanym dzieckiem. Nie wiem, czy to dobrze czy źle, nie oceniajcie mnie proszę, tak postanowiłam, koniec i kropka ;-).
demotywatory.pl
Ale wracając do tematu, cały czas analizuję w głowie jak można nie kocha swojego dziecka? Jeśli ciała matki nie zatruwa jakaś choroba o podłożu psychicznym, to co jest nie tak?
Jeśli znacie odpowiedź na to pytanie, oświećcie  mnie proszę, bo sama nie mogę dojść do jakichś przekonywujących mnie wniosków.
Jedno wiem – nad miłością do dziecka można pracować tzn. nosić, przytulać, całować, zaglądać w oczęta, jednym słowem być blisko fizycznie i psychicznie. Ale trzeba chcieć.
Wiem o tym, że miłość macierzyńska zawiera w sobie wszystkie uczucia, także strach przed tym, co nowe, wątpliwości i lęki przed trudnościami , ale ewoluuje z każdym dniem, bo rodzice i dziecko uczą się siebie.
Dziecko to największa miłość i już nigdy nie kończący się o nie strach. Wiem, że jeśli stałoby się coś mojemu małemu, to albo wylądowałabym w psychiatryku, albo …. (wolę nie myśleć nawet).
Ciekawy głos w tym temacie podejmuje film Lynne Ramsay „Musimy porozmawiać o Kevinie”. Widziałyście?
Nie zrozumcie mnie źle. Ja nie osądzam. Próbuję zrozumieć. Jeszcze ze studenckich wykładów pamiętam, że niekochane w dzieciństwie dziecko, kiedy dorośnie ma ogromne problemy z poczuciem własnej wartości, z ciągłym poczuciem winy, z brakiem radości życia. Niesie ogromne cierpienie jako pamiątkę po niekochającej matce.
Macie jakieś zdanie na ten temat? Podzielcie się proszę.

17 komentarzy:

  1. Również nie mam pojęcia co siedzie w głowie takiej kobiety. Dla nas to jest niemożliwe, ale niestety zdarza się dosyć często. Nie wiem jednak co gorsze, czy zostawić malucha w domu dziecka czy wychowywać w patologicznej rodzinie. Chociaż jedno nie wyklucza drugiego. Ciężkie jest życie takiego małego człowieka, który już na starcie pomimo, że niczego jeszcze nie rozumie ma przekichane. Dziecko zostawione przez matkę powinno być otoczone wzmożoną opieką, poczucie jego wartości powinno być z dnia na dzień wypracowywane. A co ostatnio dudni w wiadomościach? Historia małej Zosi z domu dziecka, która nie otrzymała opieki od personelu medycznego ani od opiekunki z domu dziecka. Pomogły jej za to matki innych dzieci. Może gdyby Państwo dofinansowało rodziny, które nadają się do wychowywania, to więcej byłoby adopcji, które na pewno wnoszą wiele dobrego do życia obu stron. Mogłabym się jeszcze rozpisać, bo to temat rzeka. Niestety ciężko zmienić postępowanie ludzi, którzy na każdym kroku sprawiają ból i cierpienie innym lub u tych, którzy nas ciągle okradają.

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam bardzo dobrze człowieka, który nie był kochany przez rodziców taką miłością zupełnie bezwarunkową. Choc był wyczekanym dzieckiem, prawie 10 lat, to tak jakby to wszystko przerosło jego rodziców. I zamiast kochać go jeszcze bardziej, pogubili się. Widzę, jak ciężkko się z takim bagażem funkcjonuje, a z drugiej strony,jak bardzo jest w stanie kochać innych, by nie popełniać błędu swoich rodziców. Dobrze, że to zadziałało w tę stronę, choć wiem, że pewnie było bardzo blisko do tego, by działać tak, jak oni, bo nie było wzorca poprawnej miłości.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety nie pomogę Ci wytłumaczyć braku miłości do własnego dziecka, bo nie rozumiem tego, jeśli pominiemy depresje, jakieś zaburzenia, to nie wiem, po prostu nie wiem... Bardzo utożsamiam się z tym, co napisałaś. Gdy słyszę o porzuconych lub co straszniejsze skrzywdzonych przez swoich rodziców dzieciach, serce mi pęka, tym bardziej, że niemowlę, małe dziecko to tak bezbronna istota. Czuję bardzo podobnie, już na zawsze będzie mi towarzyszyć najsilniejsza na świecie miłość do mojego dziecka i nieopisany strach o nie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Miłość do dziecka jest ściśle połączona z naszym instynktem macierzyńskim. Myślę, że każda matka kocha swoje dziecko. Niektóre tylko po prostu przerasta nowa sytuacja i nie potrafią się w niej odnaleźć. Jednak to tylko kwestia czasu aby mogły oswoić się z nową sytuacją. Można mówić, że nie kocha się dziecka, ale w złości i zmęczeniu mówi się rożne rzeczy a później bardzo tego żałuję. Dlatego uważam, że każda matka kocha swoje dziecko, mimo wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  5. Film widziałam i bardzo mnie poruszył. Myślę, że to zazwyczaj są głębsze powody. Matka nie była gotowa na dziecko, nie chciała go i potem za wszystkie niepowodzenia obarcza winą maleństwo. Straszna jest dla mnie myśl , że są na świecie takie matki i dzieci . Żal mi obydwóch.

    OdpowiedzUsuń
  6. Trudny temat. Czasem dziecko jest efektem gwałtu, i w tedy pomimo wielkich chęci ciężko jest je pokochać. Niektóre kobiety traktuję dzieci jako kogoś, kto komplikuje tylko życie, więc może stąd brak miłości. Nie wiem, bo to temat rzeka. Nie wiem kto i co czuje, wiem tylko co ja czuję. Wiem, że kocham swojego malucha i postaram się sprawić, żeby był szczęśliwy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie niestety też się nie wyznawało uczuć i z tych samych powodów wyznaję synowi miłość codziennie. Nawet jak nabroi i wrzeszczy, że mnie nie lubi, zapewniam go, że mimo jego zachowania, które mi się nie podoba, i tak go kocham. Coraz rzadziej to robi, za to nawet pyta, czy kocham go, jak jest niegrzeczny. Myślę, że wielu ludziom nie starczy na to cierpliwości i wpadają w błędne koło... Matki kochają swoje dzieci, ale nie potrafią tego okazać albo mają już na tyle dosyć, że robią się oziębłe lub agresywne. Znam też matki, które uważają dziecko za ciężar lub przeszkodę (wpadki).

    OdpowiedzUsuń
  8. Wydaje mi sie, ze takie zachowanie nalezy tlumaczyc jakims skrzywieniem psychicznym. Nic innego nie przychodzi mi do glowy. Tylko jak bardzo trzeba byc skrzywionym zeby nie kochac dziecka, ktore nosilo sie 9 miesiecy pod serduszkiem?

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Sama czasem zastanawiam się jak można nie kochać swojego dziecka i nie pokazywać mu uczuć.

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałam to i miałam dreszcze, chyba ze wzruszenia:)
    Też mam swojego małego skarba do kochania i czasami bym go z tej miłości zjadła. Nie potrafię wyjaśnić tej miłości słowami i tak samo jak nie potrafię zrozumieć ile zła potrafi matka (albo jej partner) dziecku wyrządzić...

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie umiałabym nie okazywać uczuć mojemu dziecku, mimo tego, że ono jest jeszcze w moich brzuchu. Ale już je kocham, mimo tego, że jeszcze się nie znamy.
    Pozdrawiam serdecznie, MÓJ BLOG/ KLIK :))

    OdpowiedzUsuń
  12. skąd ja to znam :) U mnie było podobnie,zanim pojawił się mój synio jakoś nie zwracałam większej uwagi na dzieci. Ale gdy tylko się pojawił,,jak nie kochać takiej kruszynki.Były i ciężkie momenty,lekkie doły,przez przede wszystkim zmęczenie,nie wyspanie,kolki,choroby,a to 'dobre ciotki; wtrącały swoje 'mądre słowa'. Bywało różnie. W domu też jakoś otwarcie nikt nie mówił do mnie np 'kocham' nikt nie przywiązywał do tego większej uwagi,ale ja mojemu maluchowi do tej pory,nawet kilka razy dziennie mówię 'kocham'. inaczej się nie da :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Moim zdaniem tego się nie da wytłumaczyć. Osobiście staram się unikać filmów i jakichkolwiek sensacji, których tematem jest dziejąca się dzieciom krzywda. Zbyt mocno to przeżywam, myślałam że z czasem mi to przejdzie ale póki co nic się nie zmienia.

    OdpowiedzUsuń
  14. Mimo, że jeszcze nie mam własnego dziecka to również nie potrafię tego zrozumieć! To chyba jakieś problemy z przeszłości. Nie wiem...

    OdpowiedzUsuń
  15. Też nie rozumiem i dziwię się. Choć tak jak Ty, przed urodzeniem Krzysia nie byłam jedną z tych "ciotek klotek" które wiszą nad wózkami i piszczą z zachwytu. Nie brałam cudzych dzieci na ręce, bo się bałam, że zrobię im krzywdę. Jednak swoje dziecko to co innego. Jak był mały to najchętniej bym go z rąk nie odkładała, całowała i tuliła non stop. Miłość do niego jest tak wielka, że zrobiłabym dla niego wszystko. I pojawiła się właściwie ot tak. Choć były chwile różne i człowiek był wykończony to jednak kocha się to dziecko bezwarunkowo! Wolałabym żeby takie kobiety nie miały dzieci, bo niestety później te maluchy cierpią, a w ilu przypadkach dochodzi w takich "rodzinach" do tragedii...

    OdpowiedzUsuń
  16. Hej, ale już dawno u Was nie byłam!!! A tu taki piękny tekst... Ja wiele razy zastanawiałam się na tym tematem i wydaję, mi się, że w przypadku gdy mama nie potrafi pokochać swojego maluszka, to musi to mieć jakieś podłoże psychiczne... np z dzieciństwa, albo nieudanych związków.. bo przecież każdy z Nas chce kochać, zwłaszcza to cudowne "stworzenie", które nosiłyśmy w sobie przez całe 9 miesięcy.. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Mogłabym to samo napisać! Identyczne mam przemyślenia i tak samo przed ciążą, w ciąży i po porodzie rozkwitały moje emocje. Moim zdaniem każda normalna kobieta kocha swoje dziecko i już!

    OdpowiedzUsuń

Za każdy pozostawiony komentarz serdecznie dziękuję :-)
Odwiedzam każdą osobę komentującą, choć czasem z powodu nadmiaru obowiązków przy Giboniku, może to potrwać :-).
Pozdrawiam!