2015/08/22

Detoks ciała i umysłu, czyli od czegoś trzeba zacząć

Przestań się bać. Zatrzymaj się, zastanów, posłuchaj organizmu i ciała. 
Nie obwiniaj choroby, rodziców, tuszy, okoliczności. Nie jęcz - zrób coś. A wtedy kłody "rzucane" często przez nas samych pod nogi, umocnią nas, sprawią, że zaczniemy myśleć holistycznie o sobie i życiu wogóle. I, że jeszcze bardziej rozwiniemy swoją kreatywność.
Ewa Trojanowska

Generalnie jest tak, że odkąd dowiedziałam się o ciąży, to staram się zdrowo odżywiać. Wiadomo jednak, że czasem wychodzi to z lepszym, a czasem z gorszym skutkiem. Często gotuję na parze, jemy dużo warzyw i owoców, używamy wyłącznie oliwy z oliwek i oleju lnianego, pijemy mnóstwo wody. Jednak od czasu do czasu zdarza się zgrzeszyć, zwłaszcza jeśli chodzi o słodycze. I wtedy goniona poczuciem winy, znów dokładniej przyglądam się naszemu jadłospisowi. Może gdyby moim celem było schudnięcie, to bym miała większą motywację do pilnowania się, a że generalnie na wagę nie narzekam (chociaż oczywiście zawsze mogłoby być lepiej :-)), to nakręcam się tym, że Gibonik patrzy co my jemy i bierze z nas przykład. Żeby zwiększać swoją wiedzę o zdrowym żywieniu - często sięgam po różne lektury, szukając tam wiedzy i inspiracji. Ostatnio wpadła mi w ręce książka autorstwa Ewy Trojanowsiej "Detoks ciała i umysłu".


W książce tej autorka na swoim przykładzie opisuje jak odzyskała zdrowie, energię i odprężone ciało dzięki diecie. Pani Ewa jak większość z nas prowadziła "szybkie" życie, w którym nie było czasu na zastanowienie nad faktem, co ląduje na jej talerzu i jakie będą później konsekwencje. Dopiero, gdy organizm zaczął szwankować i zaczęły się problemy ze zdrowiem, pani Ewa odkryła, że stoi za tym w dużej mierze to co do tej pory zjadała. Dzięki przeprowadzeniu detoksu i zmianie sposobu odżywiania, autorka odzyskała witalność i czego dowodem są zdjęcia - wygląda fenomenalnie! Laska po prostu! W książce pani Ewa zwraca uwagę, że żyjemy w pośpiechu, spożywamy przetworzoną żywność, za mało pijemy, zanieczyszczamy nasz organizm. Zalegają w nas toksyny i zaczyna się - wzdęcia, zaparcia, zgaga, chroniczne zmęczenie, bóle głowy, alergie, kamienie nerkowe i wątrobowe i wiele innych. I żeby się pozbyć przyczyny wielu chorób, trzeba się pozbyć najpierw tego co zgromadziło się w naszym organizmie przez wiele lat. A jak? Pewne i sprawdzone na sobie sposoby opisuje w swojej książce pani Ewa. Nie będę Wam więcej zdradzać, zachęcam za to do lektury :-). Książka jest napisana lekkim, przystępnym językiem ze sporą ilością humoru. W książce można znaleźć wiele przydatnych wskazówek i rad, nawet dla osób, które tak jak ja - nie myślą na razie o kompleksowym detoksie. Mnie ten poradnik przekonał do wprowadzania powoli zmian w moim sposobie odżywiania. Szczerze polecam.
A Wy jak dbacie o samopoczucie swojego ciała i psyche :-)?

Autor: Ewa Trojanowska
Tytuł: Detoks ciała i umysłu
Wydawnictwo: Burda książki, czerwiec 2015
Liczba stron: 200

Ps. Wpis nie jest sponsorowany.

11 komentarzy:

  1. książka ciekawie wygląda, pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na razie to ledwo się wyrabiam z czytaniem książek na wyzwanie blogowe, ale zapiszę sobie ją jako ciekawą do przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapowiada się ciekawie. Ja właśnie też mam problem z małymi grzeszkami - czekoladą i od kilku miesięcy zastanawiam się, jak to zrobić, żebym nie miała na nią ochotę :-D

    OdpowiedzUsuń
  4. Temat dla mnie na czasie :) Swoją silną wolą, zmianą stylu życia i diety schudłam 11 kg :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Organem, który odpowiada za oczyszczanie naszego organizmu jest wątroba. Jeśli jest ona nieustannie zarzucana najgorszym świństwem, nie daje rady i tworzy się tzw marskość. Każdą dietę i oczyszczanie organizmu należy zacząć od oczyszczenia wątroby. Jest nawet książka o tym samym tytule. Najprostsze pokarmy, które oczyszczają wątrobę to gotowane ziemniaki z duszoną cebulą, gotowana fasola. Oznaką zatrucia organizmu mogą być zatwardzenia bo one już same zatruwają nasz organizm;) A tutaj z kolei należy pić dużo soków ale tylko własnoręcznie wyciśniętych w elektrycznej wyciskarce. Najlepsze są buraki, marchew, kapusta. Owoce cytrusowe tylko z ekologicznych farm, choć i te stosują chemiczną konserwację ale w mniejszej ilości.
    Jeśli już piszę o konserwacji jedzenia, to należy zdać sobie sprawę, że tylko własnoręcznie wytworzone produkty mogą jej nie zawierać. Piszę "mogą" bo to zależy z jakich surowców będziemy je robić. Gotowane warzywa na parze będą niezdrowe a nawet szkodliwe, jeśli będą kupowane w sklepie czy markecie. Nawet na bazarze trudno znaleźć warzywa czy owoce, które nie były pryskane czy podlewane szkodliwą chemią. Ale jak ktoś sobie zada trudu to odnajdzie sklepy ze zdrową żywnością czy przysłowiową babę na bazarze co marchewkę z własnego ogródka sprzedaje. A najlepiej to uprawiać je samemu;)
    Ja i moja żona od kilku lat nie kupujemy żadnego jedzenia w sklepach czy marketach oprócz ryżu, cukru (do soków lub nalewek), kaszy czy oliwy. Mięso kupujemy z ekologicznego gospodarstwa, gdzie świnie chowane są w bezstresowy sposób, mięso takich świnek jest "marmurkowe". Mąkę kupuję z młyna, przyprawy tylko najlepszych firm, sól morska. Wodę mamy z własnego ujęcia głębinowego. Mleko "od baby" prosto z udoju, co tydzień odbieram 10l, z których robię też twarogi, sery żółte, ser typu korycińskiego, śmietanę, masło. Piekę też własny chleb, robię własne wędliny we własnej wędzarni, własne nalewki zdrowotnościowe i wiele, wiele innych produktów. Zero jakiejkolwiek chemii, konserwantów i sztuczności jak choćby truskawki i pomidory zimą;)
    Żyję w zgodzie z naturą i słucham się swojego organizmu. No i żyję, mimo śmiertelnej choroby.
    Ludzie! Nie trujcie się tym tym świństwem kupowanym w sklepach. W wielu miastach powstały tzw bazary natury, jest wiele sklepów i stoisk ze zdrową żywnością, trzeba tylko poszukać. Niestety to nie są tanie produkty bo ziemniaki potrafią kosztować 4zł/kg a swojski żółty ser 90zł/kg. Tylko czy warto oszczędzać na zdrowiu?

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajna lektura, muszą ją zapisać do swojej listy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zawsze przyprawiają mnie o gęsią skórkę przemyślenia co podaję sobie na talerzu, a przede wszystkim mojej rodzinie. Mimo starań nie wygląda to chyba najlepiej...
    Dzięki za podsunięcie cennej lektury!

    OdpowiedzUsuń
  8. Muszę przyznać, że takich książek jeszcze nie czytałam...może warto zajrzeć ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. oj nie wiem czy dla mnie taka lektura :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam kilka tego typu książek i póki co żadnej nie dałam rady doczytać do końca :P

    OdpowiedzUsuń

Za każdy pozostawiony komentarz serdecznie dziękuję :-)
Odwiedzam każdą osobę komentującą, choć czasem z powodu nadmiaru obowiązków przy Giboniku, może to potrwać :-).
Pozdrawiam!