2015/10/05

Mój minimalizm - początki


Minimalizm” – hasło od dłuższego już czasu bardzo modne, szczególnie w sieci, wśród blogerów. W moje ucho wpadło dawno temu, zanim jeszcze było tak głośne, jeszcze w czasach przed urodzeniem Gibonika.

Dla tych którzy jakimś cudem o nim nie słyszeli krótkim słowem wyjaśnienia – otóż minimalizm to pozbycie się wszystkiego, czego nie potrzebujemy i z czego nie korzystamy. W dużym skrócie można go zawrzeć w słowach „mniej znaczy więcej”.

Na drogę minimalizmu nieśmiało wdepnęłam po lekturze słynnej już książki Dominiqe Loreau „Sztuka prostoty”. Autorka – mieszkająca od wielu lat w Japonii, przejęła i opisuje tamtejszy styl życia  i zachęca do bycia w harmonii z samym sobą i otoczeniem, czyli proponuje minimalizm całościowy - jeśli chodzi o ciało, umysł i otoczenie. Na temat ww. książki jest bardzo wiele sprzecznych opinii, mnie też ona nie powaliła w 100 %, jednak muszę przyznać, że była dla mnie pierwszą inspiracją. Każdemu polecam wyrobienie sobie własnej opinii na jej temat.  


Zacznę od tego, że daleko mi, żeby nazwać się minimalistką, zbyt wiele elementów w moim życiu i otoczeniu należało by odgruzować, ale przyznaję, że codziennie z mrówczą pracą i systematycznością staram się to powolutku robić. Pomysł pozbywania się niepotrzebnych przedmiotów ze swojego otoczenia bardzo do mnie przemawia, lubię jasne i przestronne wnętrza i jako, że generalnie jestem bałaganiarą - chciałam spróbować zmienić siebie i swoje otoczenie.

Jako pierwszy element postanowiłam uporządkować to, co najbliższe mojej kobiecej naturze czyli swoją szafę -garderobę, gdyż  mimo że dość duża – czasem nie można się w niej ruszyć. Nie kupuję wielu ubrań, jednak o te które mam – dbam, więc nie niszczą się szybko, a w konsekwencji mimo, że wyszły dawno z mody – to żal mi ich tak po prostu wyrzucić L. Grzechem moim niewątpliwie jest kupowanie często bez zastanowienia rzeczy, które akurat mi się podobają w danym momencie, bez zastanowienia czy pasują do tych, które już posiadam i w konsekwencji stworzyłam misz masz w swojej szafie, nadal chodząc na codzień w tych samych strojach i butach.

Postanowiłam to zmienić. Zaczęłam klasycznie - od tego, co radzą wszelkie poradniki – czyli od posegregowania swoich ubrań. Okazało się, że jestem posiadaczką strojów:

1) które lubię i noszę  bardzo często, z naciskiem na słowo bardzo,

2) które noszę bardzo rzadko,

3) których nie noszę wcale,

4) które są nieco zniszczone i nadają się tylko do noszenia po domu,

5) które są bardzo zniszczone i nadają się już tylko do wyrzucenia.

Najszybciej poszło z ubraniami z pierwszej grupy, bo te po prostu odniosłam  z powrotem do garderoby (jednak wcześniej podzieliłam  solidnie na 3 grupy: ubrania do pracy (w biurze), na spacery z Młodym i po domu).

 Ubraniom z drugiej grupy poświęciłam dużo więcej czasu - przede wszystkim długo zastanawiałam się - czemu je nosze akurat tak rzadko. Po takim szczerym rachunku sumienia, części strojów postanowiłam dać ostatnią szansę i odłożyłam na półkę z silnym postanowieniem założenia jeszcze raz „próbnie” w najbliższym czasie (w przeciągu 6 miesięcy max) i wtedy podjęcia ostatecznej decyzji o ich losie. Natomiast pozostałe wystawiłam na sprzedaż. Rzeczy z grupy trzeciej bez większego żalu również wystawiłam na sprzedaż.

Grupę czwartą jeszcze raz dokładnie przejrzałam i pozostawiłam tylko takie ubrania w których nie wstyd pokazać się listonoszowi czy kurierowi. Pozostałe wraz z tymi z grupy piątej wyrzuciłam.

Chciałam Wam powiedzieć, że proces ten nie był ani łatwy, ani szybki, cały czas jeszcze trwa. Do dziś „bujam się” jeszcze z ubraniami z 3 grupy i wahaniem – co z niektórymi zrobić.

Poza tym przy okazji odkryłam, że nie mam wielu ubrań, które powinny być podstawą każdej szafy, żeby można było budować jej solidne podstawy. A takich podstaw przy ograniczeniach finansowych nie robi się niestety z miesiąca na miesiąc. Ale to już temat na kolejny post o tym jak tworzę swoją bazę ubrań.

A Wy – słyszałyście już o minimalizmie? Co sądzicie o takim stylu życia?

16 komentarzy:

  1. oczywiście słyszałam o minimalizmie, ale nie jestem pewna, czy dałabym radę wytrzymać w takim stylu!:D Raczej nie jestem typem zbieracza "a może przyda się na później', jednakże lubię otaczać się ładnymi rzeczami (kwiaty, książki, pamiątki z podróży). Czytałam kiedyś, że w życiu powinno się kierować zasadą trzech "P", tzn. rzecz musi być piękna, pamiątkowa albo pożyteczna. Jeśli nie spełnia żadnej z reguł P, należy ją wyrzucić:D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Porządki w szafie to straszne rzeczy. Ja mam taki swój system odrzucania ubrań, tzn. jeśli kilka razy rezygnuję z jej założenia to albo idzie na półkę z rzeczami do noszenia po domu, ląduje w koszu albo komuś ją oddaję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja słyszałam, nawet książkę przeczytałam, a ze stosowaniem bywa różnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja jestem po gruntownym odgruzowaniu całego mieszkania i przede wszystkim garderoby. powoli zaczynam wypracowywac swój styl i dobrze mi z tym. na pewno minimalizm wymaga wyrzeczeń, ale lżej mi tak żyć ;). próbuje to nawet wdrożyć do garderoby i zabawek mojej Córki i uważam, ze w tej kwestii nie jest źle ;).

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja od jakiegoś czasu też stoję przed wizją ubraniowych porządków, brakuje mi tylko jakiegoś impulsu. Ubrań jest dużo a chodzę tylko w niewielkiej części. Musiałabym poświęcić dzień na ogarnięcie tego wszystkiego... Tylko z niektórymi rzeczami szkoda się żegnać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem zdecydowanie ZA. Tylko żeby jeszcze jakoś ukatrupić tego chomika co we mnie siedzi...A może to już ten wiek sędziwy...:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja robię raz na jakiś czas przegląd szafy ubraniowej według tej zasady i mam już nawet taką półkę "ostatniej szansy"-jak ciuch leży na niej to niewiele mu brakuje bym się go pozbyła ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Słyszałam, słyszałam, ale to u mnie nie przejdzie. No nie dam rady. Za dużo kupuję i za bardzo to kocham, by się tego wyrzekać ;) Ale moda bardzo mi się podoba i kibicuję wszystkim minimalistom ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawy post, ja raczej nie jestem osobnikiem "gromadzącym" i od czasu do czasu pozbywam się wg mnie rzeczy zbędnych i dotyczy to każdej sfery przedmiotowej. Niestety zdarza mi się popełniać błędy przy wyrzucaniu, np. całkiem niedawno szukałam szarego sweterka z kaszmiru, po niemalże odrywaniu podłogi uzmysłowiłam sobie, że po prostu go wyrzuciłam i teraz mi szkoda. Trzeba kilka razy zastanowić się zanim coś wyląduje w koszu, ale postawa minimalizacji godna polecenia!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciężko mi się rozstawać z pewnymi rzeczami, jednak raz na jakiś czas robię to z rozsądku. Lubię przestrzeń i porządek :) Zagracić się jest bardzo łatwo, odgruzować dużo trudniej ;) Jak dostanę gdzieś tę książkę na pewno przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Znam taki styl życia i sądzę, że swoje mogłabym do niego zaklasyfikować. Pewnie, że nie mieszczę się w ramach strikte minimalistycznie ale raczej jestem temu najbliższa. Kupuję wtedy kiedy muszę - ale tak już naprawdę muszę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tak samo! Niestety, moja mama jest nałogową zakupoholiczką i zaśmieca moją szafę ciuchami, które uważa, że powinnam nosić. Jak w końcu zdobyłam się na odwagę i jej powiedziałam, że mi się nie podobają, to najpierw przez tydzień była obrażona i burczała na mnie przy każdej możliwej okazji, a potem... przerzuciła się na buty i kosmetyki!! a ja nie lubię się malować i najwygodniej czuję się w cichobiegach...
      Kupię jej tą książkę pod choinkę, jakbyś znalazła jakąś bardziej powalającą pozycję, to daj koniecznie znać :)

      Usuń
  12. Ostatnio wzięlam się za porządkowanie niepotrzebnych rzeczy. Parę dni mi to zajęło z przerwami ale lepiej się teraz czuję nie majac stosu niepotrzebnych przedmiotów :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Przydałaby mi się taka segregacja szafa, bo chociaż ubrań mam sporo, to brakuje w niej klasyki i ubrań, które mogę założyć gdy nie mam pomysłu w co się ubrać:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja się chyba muszę wziąć za porządki :D

    OdpowiedzUsuń

Za każdy pozostawiony komentarz serdecznie dziękuję :-)
Odwiedzam każdą osobę komentującą, choć czasem z powodu nadmiaru obowiązków przy Giboniku, może to potrwać :-).
Pozdrawiam!