2015/05/07

"Mama kazała mi chorować”



Czytam. Chyba dużo. Jak tylko mam wolną chwilę. W ten sposób odpoczywam, odrywam się od codzienności. Mój mąż twierdzi, że połykam książki widząc co rusz jakąś nową pozycję na moim biurku. Jednak ponieważ macierzyństwo zmieniło mnie, zmieniło również automatycznie mój gust literacki. Nie chwytam już lekkiej, relaksującej literatury. Z dawnych czasów została mi jedynie słabość do poezji. Teraz wolę cięższy kaliber, zwłaszcza literaturę faktu. Co przeczytam jakąś książkę, to od razu bardzo bym chciał się z Wami podzielić swoimi emocjami, ale zwykle brak mi na to czasu, bo  ich miejsce za chwile zajmują inne związane z następną przeczytaną lekturą i tak w koło. Ale myślę, że przynajmniej o kilku napisze J.  W moje ręce niedawno wpadła jedna z książek z serii Skrzywdzone prawdziwe historie wydawnictwa Amber. Seria ta przedstawia autentyczne historie ofiar przemocy ze strony najbliższych.   To wspomnienia, których autorami są ludzie okrutnie doświadczeni przez los. Jako pierwszą przeczytałam książkę Mama kazała mi chorować autorstwa Julie Gregory. Jest to autobiograficzna opowieść autorki - ofiary - dziecka maltretowanego przez własną matkę. Matka ta - jak się po latach okazało, cierpiała na zastępczy zespół Münchhausena. Ta kobieta, by wzbudzić podziw i współczucie otoczenia dla swojego poświęcenia się choremu dziecku, wywoływała u niego objawy chorobowe

Ja od razu zadałam sobie pytanie  - co to jest Zespół Münchhausena?
Wg Wikipedii to choroba z grupy zaburzeń pozorowanych polegająca na wywoływaniu u siebie objawów somatycznych w celu wymuszenia na personelu medycznym hospitalizacji. Pacjenci domagają się operacji chirurgicznej, aby doprowadzić do deformacji zdrowego organizmu. Celem zachowania jest wejście w rolę chorego.
Natomiast zastępczy zespół Münchhausena to zaburzenie psychiczne z grupy zaburzeń pozorowanych, występujące zazwyczaj u rodziców lub opiekunów dzieci, polegające na wywoływaniu u bliskiej, zależnej osoby objawów zaburzeń somatycznych, w celu umotywowania poddania tej osoby zabiegom diagnostycznym lub leczniczym. Działania te mogą być ryzykowne dla zdrowia lub życia dziecka i nie mają na celu uzyskania korzyści materialnych.
Skąd się wzięła nazwa tego zaburzenia?
Otóż kiedyś niejaki doktor Rudolf Eric Raspe opisał przygody niemieckiego barona Münchhausena, w których np. baron był wystrzeliwany z kulą armatnią na księżyc, połykany wraz z łodzią przez wieloryba, sam wyciągał się z błota chwytem swojej ręki za własne włosy itd. Natomiast w 1951 roku Richard Ascher – lekarz - opublikował  artykuł o ludziach, którzy wywołują u siebie choroby. W swoim artykule przywołał barwną postać barona i  upraszczając nieco jego nazwisko nazwał to zaburzenie syndromem Munchausena.
Jaka jest przyczyna takiego zachowania?
Lekarze tłumaczą, że osoba lekceważona, niedostrzegana przez otoczenie szuka rekompensaty. Chce być ośrodkiem zainteresowania, chce, by ją dostrzeżono, zachwycano się nią, by się nią zajmowano. To jest wpychanie się w chorobę w celu zachwycenia, zainteresowania sobą otoczenia. Chorzy z zespołem Munchausena poddają się dobrowolnie  trudnemu leczeniu, operacjom .
W 1977 roku ukaza
ł się artykuł prof. Roya Meadowa, opisujący zachowanie dwóch matek, z których jedna truła dziecko, podając mu duże ilości soli, a druga dolewała własny mocz do próbek krwi dziecka. Prof. Meadow uznał wtedy, że niektóre osoby chcą wzbudzać zainteresowanie i współczucie otoczenia, wywołując objawy chorobowe u osób pozostających pod ich opieką. Ten zespół zaburzeń nazwał zastępczym zespołem Munchausena. Rodzice przekazują lekarzom fałszywe informacje na temat dotychczasowego przebiegu choroby u ich dzieci.
Co to jest u licha????
Przeniesiony zespół Münchhausena jest poważnym zaburzeniem relacji między rodzicem (prawie zawsze matka) a dzieckiem, której najważniejszym elementem jest przypisywanie dziecku objawów rzekomej choroby, albo aktywne ich wywoływanie.
Nie istnieje definicja, która wyraźnie określałaby istotę i granice tego zaburzenia. Termin wskazuje raczej na całą grupę zaburzeń więzi między matką a dzieckiem, które mają wspólną cechę w postaci wytwarzania przez dorosłego objawów u swojego podopiecznego.
Taka matka ( w 98%) jest bardzo zaanga
żowana z sprawy zdrowia swojego dziecka i sprawia wrażenie osoby zatroskanej i opiekuńczej. W rzeczywistości nie ujawnia wrażliwości na potrzeby dziecka lub wręcz ma do niego wrogi stosunek. Jej działania nie służą dobru dziecka, ale zaspokajaniu jej własnych potrzeb emocjonalnych takich jak potrzeba wypełnienia pustki emocjonalnej, zaradzenie samotności, chęci bycia osobą podziwianą, dzielną i skuteczną, ewentualnie, skrzywdzoną i niezrozumianą. Matka czyni to przez przypisywanie swojemu dziecku rzekomej choroby, przez fałszywe interpretacje jego zachowań, albo nawet, w cięższych a nierzadkich postaciach zaburzenia, aktywne wywoływanie objawów lub ich fabrykowanie. W kontaktach ze służbą zdrowia matka jest aktywna i pomocna dopóki otrzymuje potwierdzenie swoich koncepcji i wsparcie dla swojego postępowania. W innym razie reaguje krytyką, poczuciem zawodu lub krzywdy i szuka pomocy dla swojego dziecka u coraz to innych lekarzy. Najgroźniejsze są przypadki zaburzenia związane z dużą agresją: objawy u dziecka są wywoływane przez podawanie trujących substancji, niepotrzebnych leków albo dziecko jest podduszane. Hospitalizacja dziecka może nie przerwać tego ciągu zdarzeń. W większości przypadków matka kontynuuje swoje zachowania także w szpitalu.
Dzieko będące ofiarą przeniesionego zespołu Münchhausena jest dzieckiem małym, zazwyczaj  jest to dziecko w wieku do 6 lat, wiele z ofiar ma nie więcej niż 2 lata. Tak małe dziecko nie ma szans na obronę i nieuchronnie wchodzi w rolę osoby chorej. Przyjmując za prawdę, to czego się dowiaduje o sobie akceptuje ograniczenia aktywności, izolację i rygory leczenia jak diety, zalecane zabiegi, przyjmowanie środków farmakologicznych itp. W konsekwencji grozi mu nie tylko nieprawidłowy rozwój psychofizyczny, ale i poważny uszczerbek na zdrowiu, a nawet śmierć. Stąd przeniesiony zespół Münchhausena jest do najpoważniejszych zespołów związanych z maltretowaniem dzieci.
Słabo opisana  w zaburzeniu relacji typu przeniesionego zespołu Münchhausena, jest rola ojca. Obserwacje wskazują, że odznacza się on znaczną biernością i jest nieświadomy sytuacji.
Przypuszcza się, że matki z przeniesionym zespołem Münchhausena mają za sobą tramy w dzieciństwie, nie posiadają natomiast doświadczenia dobrej więzi z rodzicem, ponadto chorowały i bywały przez dłuższy czas leczone w szpitalach. Niewiele wiadomo o roli i ewentualnych problemach psychologicznych .
Wiedzę tu zgromadzoną na temat zespołu Münchhausena czerpałam z zasobów internetu i książki Mama kazała mi chorować autorstwa Julie Gregory.
Jakie emocje targają mną po tej lekturze? Brak mi słów  Jak można krzywdzić tak własne dziecko?

2015/05/03

Mleczko nawilżające BeBeauty

Dawno mnie tutaj nie było, ale zalały mnie obowiązki w pracy, a resztki czasu w domu staram się całkowicie poświęcić Młodemu. Zresztą pogoda temu sprzyja :-).
Dziś chcę napisać o tanim i dobrym  - moim zdaniem - kosmetyku, a mianowicie o zakupionym w Biedronce mleczku nawilżającym marki BEBEAUTY. Jest to mleczko do demakijażu twarzy i oczu do skóry normalnej i mieszanej. Za 200 ml zapłaciłam około 6 zł. Cena świetna.


Mleczko znajduje się z białej, plastikowej butelce. Ma fajny dozownik - w postaci otwarcia "klik - klik". 
 W składzie znajdziemy m.in.  ekstrakt z lotosu, d-panthenol,witaminę E i glicerynę.
Konsystencja średnio gęstej śmietanki, bardzo dobrze się rozprowadza na twarzy. Przyjemny, delikatny zapach.
Mleczko dobrze oczyszcza twarz, oczu nim nie próbowałam zmywać - więc nie wiem. Produkt nie pogorszył stanu mojej skóry, nie wysusza, można rzeczywiście stwierdzić, że być może nawilża. Czuć, że cera po jego użyciu jest przyjemnie odświeżona.
Mleczko jest bardzo wydajne. Używam już od ponad miesiąca i jeszcze sporo w butelce zostało.
Mleczko zostało przebadane dermatologicznie, jest produktem hypoalergicznym.


Jak dla mnie mleczko jest dobrym i tanim produktem - bardzo szeroko dostępnym. Niepokoi mnie tylko ta gliceryna w składzie na bardzo wysokiej pozycji. Dlatego będę moją buźkę bacznie obserwować :-).
Znacie ten produkt? Lubicie w ogóle kosmetyki z Biedronki?