2015/10/22

Winogronowo mi


Dawno nie opiniowałam dla Was żadnych wosków od Yankee Candle, a więc dziś pora nadrobić zaległości i oto spieszę z dwoma zapachami – klasykami marki.

Jako że mamy pełnię sezonu na jesienne winogrona, to i u mnie pojawia się ich zapach w postaci wosku Yankee Candle -  Vineyard.
Wosk ma piękny – ciemno fioletowy kolor, na obrazku prezentują się dojrzałe, ciemne winogrona. Na sucho wosk pachnie rewelacyjnie, słodko, uwodzicielsko – jak lampka słodkiego, czerwonego wina. Po rozpaleniu –  zapach niestety nie jest aż tak przyjemny jak na sucho. Traci cały swój urok, niczym specjalnym nie zachwyca. Mój mąż stwierdził nawet, że śmierdzi. Dla mnie nie było aż tak źle, jednak rozczarowałam się, bo po zachwytach na jakie trafiałam na innych blogach,  u mnie nie było efektu „wow”.  Jednak ogólnie to słodki aromat, przyjemny,  nie duszący, z nutą rześkości. Dość intensywny, jednak ulatnia się szybko po zgaszeniu kominka. Jest to zapach amerykański, niedostępny w regularnej sprzedaży w Polsce, jednak można go od czasu do czasu kupić na Allegro.

Drugim z ostatnio testowanych przeze mnie wosków był Jelly Beans od Yankee Candle. 


Według Wikipedii Jelly beans to rodzaj słodyczy o kształcie fasolek z miękką powierzchnią i żelowym wnętrzem, które są dostępne w wielu różnych smakach. Wosk jest ciemno fioletowy, a  na obrazku widzimy kolorowe, słynne cukiereczki. Na sucho pachnie zachęcająco cukrowo. Po rozpaleniu – zapach słodki, owocowy,  przyjemny, aromatyczny. Taki nie narzucający się, aczkolwiek wprawiający w dobry nastrój. Wyczułam w nim winogrona, takie dojrzałe i soczyste. Zapach dość intensywny, ale nie duszący. Idealny dla fanów słodkich, owocowych aromatów. Dość trudno dostępny w Polsce, ale po chwili starania można go kupić na Allegro.


Subiektywny ranking wosków Yankee Candle: 
1. Chocolate Layer Cake
2.  Happy Christmas
3. Camomile Tea
4. Honey Glow
5. Clean Cotton
6. Loves me, loves me not
7. Jelly Beans
8. Pink Dragon Fruit
9. Black Cherry
10. Oud Oasis
11. Christmas Eve
12. Snow in Love
13. Merry Marshmallow
14. Chocolate Truffle
15. Baby Powder
16. Sweet strawberry
17. Icicles
18. Vineyard
19. Red Velvet
20. Christmas Memories
21. Sugared Apple
22. Christmas Garland


2015/10/19

Moja idealna szafa



Podczas krętej drogi ku minimalizmowi i przy okazji odgruzowywania szafy postanowiłam stworzyć własną bazę – szafę minimalistki, taką dopasowaną indywidualnie do moich potrzeb. W takiej bazie muszą się znaleźć zarówno stroje do pracy w biurze (także kontakt z klientem), ubrania sportowe np. do spacerów z dzieckiem i takie na wakacje czy wyjazd w góry. Nie ukrywam – nie potrafiłam i chciałam skupić się tylko na 10 podstawowych, uniwersalnych elementach szafy, o których pisze się na wielu blogach. Pragnęłam stworzyć listę dla siebie – uniwersalną, ale także wyczerpującą MOJE potrzeby. Inaczej musimy się przecież ubrać idąc na spotkanie z klientami, a inaczej z dzieckiem do przedszkola, a jeszcze inaczej ruszając w góry. Moja lista zawiera aż 66 pozycji (!!!) (ubrania, okrycia wierzchnie, buty plus dodatki typu okulary przeciwsłoneczne), nie jest specjalnie skromna, za to wyczerpująca wystarczająco moje potrzeby ubraniowe na każda okazję. Nie będę Wam tutaj prezentować całego zestawienia, żeby Was nie zanudzić, zresztą szafę tą będę kompletować pewnie latami, ale przytoczę kilka brakujących mi elementów, które planuję kupić w przeciągu najbliższego … roku. Wiele to klasyki, ale właśnie takich mi brakuje.

1. Czarne klasyczne szpilki (mam, ale już swoje przeżyły, potrzebna wymiana)

2. Czarna skórzana ramoneska (choruję na taką od kilku lat)

3. Elegancki - klasyczny płaszcz na zimę (nie mam niestety)


4.Ciepła kurtka parka (przydałaby się na chłody)

 5. Klasyczna gładka koszula (mam pełno w kratkę, prążki, groszki ...) 

6. Granatowa marynarka (nie mam niestety)

7. Męski zegarek (może na Gwiazdkę :-))

8. Klasyczne czarne spodnie (czarnych akurat nie mam)


9. Klasyczna czarna torba (czarnej nie mam)

 
10. Białe trampki marki Converse (mam, ale swoje już przeżyły i potrzebna zmiana warty)



Nie ukrywam, że wszystkie wyżej wymienione rzeczy są mi potrzebne, ale też te dobre jakościowo - do najtańszych nie należą. W związku z tym postanowiłam, że moją szafę będę uzupełniać powoli - stopniowo, krok po kroczku, a raczej rzecz po rzeczy :-). Już wiem, że pierwsze pojawią się w niej czarne szpilki, mam już nawet upatrzone, czekam na przypływ gotówki :-). A potem to już wedle możliwości i rozsądku.

Przy okazji robienia takiego wykazu niezbędnej garderoby, zauważyłam ile mam niepraktycznych i nieuniwersalnych ubrań, które trudno z czymkolwiek zestawić, tak żeby dobrze razem wyglądały. I zrobiło mi się smutno, że tak dawałam się zwieść modom czy wyprzedażom ... Postanowiłam, że teraz szaleć będę tylko z dodatkami typu szale czy apaszki :-).
A Wy jak planujecie swoje odzieżowe zakupy?


Ps. Zdjęcia pochodzą z Zalando.pl.



2015/10/12

Czy małe dzieci widzą duchy?


Wiem, pewnie niektórzy z Was pukną się w czoło widząc tytuł tego posta. I wcale się nie będę dziwić. Ja też jestem twardo stąpająco po ziemi realistką, taką która przede wszystkim wierzy w siłę rozumu.  Ale … trudno przeczyć sytuacjom, które się rzeczywiście dzieją w naszym życiu. sama nigdy żadnego doświadczenia z duchami czy jakimkolwiek ich odpowiednikiem nie miałam. W mojej obecności umierały różne osoby - pracowałam bowiem w Domu Pomocy Społecznej – gdzie  w pewnych sezonach śmierć była codziennością, na moich rękach w drodze do szpitala zmarła ukochana babcia, jednak nigdy nie wyczuwałam żadnych form kontaktu ze światem niematerialnym. Nie bałam się i nie boję się  zmarłych, bardzo lubię (jeśli można w ogóle tak powiedzieć) cmentarze i często odwiedzam na nich moje ukochane babcie, także późnym wieczorem.  Jednak, to że akurat ja niczego nie doświadczyłam, nie oznacza przecież, że czegoś nie ma. W kosmosie też nie byłam, a jednak opowiadam swojemu dziecku, że ziemia jest okrągła. No właśnie – i tak dotknęłam tematu dziecka …

 Mój synek od około roku wskazywał od czasu do czasu na sufit lub ściany i pokazywał, że tam coś widzi. Bagatelizowaliśmy sprawę, tłumacząc, że to pewnie jakieś cienie albo gra świateł. Jednak teraz Gibonik oprócz pokazywania jeszcze mówi i twierdzi, że widzi „Pana”. Pan ma wąsy, brodę i nazywa się Jurek. Zbiegiem okoliczności Pan pojawia się jak przyjeżdża do nas babcia Gibonika i razem z nią opuszcza dom. Jak to wygląda w praktyce? Otóż od poniedziałku do piątku moim synkiem opiekuje się babcia, która w te dni z nami mieszka i to wtedy Gibonik mówi o „Panu". W weekendy, gdy zostajemy sami – dziecko nic dziwnego nie widzi. W ostatni weekend synek powiedział do mnie tak: „U babci w pokoju jest Pan”. No to poszliśmy tam i pytam synka „Gdzie ten Pan jest – pokaż mamie”, a on na to „Babcia zabrała Pana do Warszawy”. I wiecie co – tak  stwierdziliśmy, że te historie zaczęły się od czasu pojawienia się u nas babci. Dodam też, że nigdy w domu nie używaliśmy imienia Jurek, nie ma go tez w żadnych książeczkach ani bajkach, z którymi dziecko ma kontakt, więc Gibonik nie słyszał wcześniej tego imienia. Natomiast babcia dobrze znała taką osobę, która już nie żyje. 
 Słyszałam dawno, dawno temu, że małe dzieci, psy i koty widzą duchy, ale nigdy mnie to jakoś specjalnie nie interesowało. Teraz też dopuszczam możliwość, że to może być wybujała wyobraźnia mojego dziecka. Na wszelki jednak wypadek (bo ja z tych zapobiegliwych jestem) zakupiłam białą szałwię. Mam zamiar zapalić ją w domu, gdyż podobno wypędza złą energię, jeśli takowa istnieje. Kosztowało  mnie to 15 zł, wiec żaden wydatek, a moja matczyna głowa będzie spokojniejsza. Gusła, nie gusła… wierzyć, nie wierzyć… ja na razie wstrzymuje się z jednoznaczną opinią, bo wbrew mojemu logicznemu myśleniu, wierzę swojemu dziecku, które zawsze ze szczegółami opowiada prawdę – co robiło w domu, na spacerku czy przedszkolu. Na pocieszenie jak na razie żadne sprzęty po domu nie latają  i oby tak zostało . Może to opiekuńczy duszek. Pozdrawiam.

Słyszałyście kiedyś takie historie?

2015/10/07

Przygoda z kolorami


Odgruzowywanie szafy było moim początkiem przygody z minimalizmem. Ono też natchnęło mnie do próby stworzenia „nowej”, uniwersalnej garderoby, takiej żebym nie musiała się co rano zastanawiać – co mam na siebie włożyć. Tak jak poprzednio pisałam – mam wiele ubrań, ale część z nich kupiona pod wpływem impulsu, nie pasuje do reszty, a ponad to brak mi paru podstawowych strojów, bez których ciężko mówić w ogóle o podstawach szafy.

Jednak swój proces twórczy zaczęłam od czegoś innego niż zakupy – postanowiłam przede wszystkim określić swój typ kolorystyczny i na nim oprzeć swoje przyszłe wybory ubraniowe.
Po przeglądzie literatury i zasobów Internetu, doszłam do wniosków, że jestem typowym ZGASZONYM LATEM.
Żeby było Wam łatwiej sobie wyobrazić - to typ prezentowany m.in. przez Jeniffer Aniston.
Zdjęcie: cine -photos.com
Co charakteryzuje zgaszone lato?
Oczy: niebieskie, niebiesko-zielone, zielone lub orzechowe. Oczy tej pory roku są neutralne jeżeli chodzi o temperaturę – nie zimne, nie ciepłe: inne, trudne do zdefiniowania.
Cera: charakterystyczny szarawy odcień
Włosy: popielate refleksy, nie są jednolite, tylko jakby urozmaicone innym kolorem.
Podsumowując stonowane lato ma niejednolitą kolorystykę. Włosy mają często szare refleksy, a oczy mają w sobie pierwiastek zieleni.
Jakie kolory do mnie najbardziej pasują?
Stonowane, rozmyte, przygaszone. Zgaszone lato powinno unikać intensywnych, krzykliwych barw i czystej bieli oraz czerni. Mocniejsze kolory mogą być użyte dalej od twarzy, ale najlepiej będą wyglądać stroje złożone z kilku subtelnych kolorów lub kilku odcieni jednego koloru.
Moje wybory:
Ja postawiłam na 5 grup  podstawowych:
  • mleczny, perła  (zamiast klasycznej bieli)

  • granatowy (zamiast czerni)


  • grafit, szary

  • orzechowy beż

  • pudrowy oraz brudny róż


W dodatkach: militarna zieleń, stalowy błękit, burgund.

Biżuteria – srebrna lub różowe złoto.


W akcesoriach natomiast również:  biały, czarny i czekoladowy brąz.


Bogatsza w taką wiedzę, mogę ruszać na łowy … tzn. zakupy. Moje oko wyszukuje w sklepowej gęstwinie tylko kolory, które do mnie pasują i dzięki temu mam dużo mniej do przeglądania. Wiele blogów porusza temat typów urody i odpowiednich kolorów. Warto poszperać i poszukać, bo to naprawdę pasjonująca lektura do której każdą z Was zachęcam.

A może Wy już wiecie jakim jesteście typem urody?